Niedziela, piękny słoneczny, lecz mroźny dzień. Nabieram jeszcze większej ochoty, by wyjść z domu i zobaczyć, co się dzieje w skrzydlatym świecie. Spotykam się z moją mamą, chwytamy lornetki i udajemy się na pobliskie ogródki działkowe przy ruchliwej ulicy Hetmańskiej. Jest to niezbyt atrakcyjny teren na spacer, a jednak ornitologicznie nas zaskoczył. Na małym drzewie zauważamy srokę, elegancko prezentującą swój długi ogon i jako pierwszą zapisujemy do naszych dzisiejszych obserwacji. Pojedyncze gawrony przelatują dość wysoko w różnych kierunkach. Nad niskimi drzewami ogródków mieni się w słońcu grupa taneczna gołębi miejskich. Około 15 osobników. W tej sytuacji swym zgranym lotem ozdabiają miasto. Dostrzegamy sylwetkę lecącej sójki. Usiadła na drzewie, więc przyglądamy się jej przez lornetkę. Za chwilę pojawiła się druga i odpoczęła na gałęziach innego drzewa. Schodzimy z hałaśliwej ulicy i idziemy wzdłuż płotów działek. Wśród gęstwiny cienkich gałązek zauważamy energiczne ruchy żerującej modraszki. Idziemy kilka kroków dalej i spostrzegamy żółty brzuszek kolejnej sikory- bogatki. Słyszymy też nawoływania jej „znajomych”. Ledwo zauważamy na kolejnym drzewie czarną „kulkę”. To kos. Powyżej na tym samym drzewku dostrzegamy sympatycznego dzwońca. Rozglądamy się czy nie ma ich więcej, lecz odnotowujemy tylko tego osobnika. Podchodzi do nas starszy pan z zapytaniem- na co patrzymy? Mówimy, że na ptaszka, dzwońca, takiego żółtego. On próbuje go znaleźć, lecz nie tylko wzrokiem, ale też głośną mową, płosząc go. Idziemy więc dalej wypatrując kolejnych skrzydlatych przyjaciół. W oddali przelatuje mewa śmieszka. Nagle nadciąga chmura ptaków. Podnosimy głowy i gdy są nad nami, zauważamy, że to kwiczoły. Około 30 osobników. Za chwilę na słup tuż koło nas usiadła pustułka. Rozglądała się po okolicy szukając zapewne jakiegoś kąska. Spotkały się nasze oczy z jej pięknymi, bystrymi oczami. Nie wypatrzywszy nic do jedzenia odleciała. Zobaczyłyśmy też inną pustułkę, która czatowała na czubku topoli. Pod płotem między gałązkami niskiego krzaka uwijał się rudzik. Też szukał co by włożyć do maleńkiego dziobka. W małym świerku koło ścieżki, którą szłyśmy siedziały dwa wróble, które zobaczyłyśmy dopiero jak przeleciały dalej, gdzie na drzewie czekało na nie kilka innych. Kiedy obeszłyśmy ogródki z drugiej strony wróble kilkunastoosobowym stadkiem przeleciały przed nami na inną działkę, gdzie usiadłszy głośno ćwierkały. Słychać było też nawoływania sikor. Zobaczyłyśmy kolejną modraszkę i dwie bogatki. Na dachu działkowej altany siedziały rzędem trzy kwiczoły i pani kosowa. Inne ptaki tych gatunków, szczególnie liczne kwiczoły żerowały na zachowanych jeszcze na drzewach owocach. Również na wiszących, zmarzniętych wiśniach pożywiał się grubodziób. Był dość blisko, więc z łatwością mogłyśmy podziwiać jego masywny dziób i kolorowe upierzenie. Odnotowałyśmy jeszcze kilka gawronów, mew i sikor powoli zbliżając się do końca naszej półtoragodzinnej wycieczki. Ptaki dostarczyły nam wielu wrażeń w tak krótkim czasie. Zobaczyłyśmy jak zbliżają się one zimą do siedzib ludzkich w poszukiwaniu pożywienia. Wiosną zapewne wiele z nich odleci w bardziej odludne, spokojniejsze miejsca, by wyprowadzić lęgi.
Karolina Janasik
18.02.2010 2:57:43Miła, dobrze napisana opowiastka o spacerze miłośniczek ptaków w podmiejskim otoczeniu. Widać, że wystarczy wziąć lornetkę i pójść "gdziekolwiek", żeby nacieszyć oczy różnymi gatunkami ptaków. Zachęcam, nie tylko do dalekich wypraw, ale do takich właśnie krótkich "spacerów wokół domu" wszystkich ptasiarzy - początkujących i zaawansowanych.
25.02.2010 12:31:04Przeczytałam z przyjemnością. Kto to śpiewał, że "na działkach nic ważnego się nie dzieje"? Wręcz przeciwnie, ruch tam wielki - ptasi ruch - tylko obserwować i podziwiać. To miłe, że mama Karoliny czynnie włączyła się do hobby córki :)) Pozdrawiam obie panie
1.03.2010 19:42:41Witam. Dziękuję za miłe komentarze.A co do mamy, to raczej ja mam to całe ptakolubstwo po niej:) Również serdecznie pozdrawiamy!