Białoruś - Bagno Olmany 16-20.04.2009

Bagno Olmany na białoruskim Polesiu znajduje się tuż na samych kresach II Rzeczpospolitej. Jego granicę stanowią dwie rzeki: Lva i Stwiga. Od dawnej granicy Polski dzieli je zaledwie kilka kilometrów. Teren ten obecnie o statusie parku krajobrazowego, czyli zakaznika, zachował swoje unikatowe walory przyrodnicze z racji bycia jeszcze do niedawna poligonem. Południowe krańce bagna znajdują się już na Ukrainie, gdzie bagno także jest chronione. Swoją wielkością po stronie białoruskiej dwukrotnie przewyższa powierzchnię Biebrzańskiego PN a do tego jeszcze dochodzi część ukraińska.

Bagno to jest kompleksem torfowisk przede wszystkim wysokich oraz różnego typu borów sosnowych. W centralnej części bagien znajduje się wiele wydm będących podłużnymi wyspami porośniętych sosną.

Nasza trasa polegała na przejściu północnej części bagien z zachodu na wschód. Całe przejście dokonywało się z dala od ludzi, gdyż teren ten jest zupełnie niezamieszkały. Praktycznie prawie każdy dzień składał się z kilku godzin brnięcia przez torfowisko lub bór bagienny oraz przejścia suchą nogą przez część wydmową.

Nasza wyprawa na Białoruś była planowana od grudnia ubiegłego roku. Mieliśmy się dołączyć do Andreja i Sierioży Abramczuków – braci przyrodników, którzy badają Bagno Olmany pod względem występowania puszczyka mszarnego. Odkryli już kilka rewirów w niedostępnych miejscach. Za każdym razem podążają nową trasą. Tym razem i my mieliśmy się do nich dołączyć. Ostatecznie powstał zespół złożony z 4 Białorusinów i 4 Polaków. Do braci dołączyli Białorusini Sława oraz Roma. Polską grupę stanowili Krzysztof Wojciechowski, Krzysztof Henel, Michał Skąpski i Sergiusz Niziński.

Najlepsza pora na puszczyka mszarnego to chwila po stopnieniu śniegów na Polesiu. Wtedy ptak przez około 2 tygodnie jest aktywny głosowo. Różne powody nie pozwoliły nam na wcześniejsze udanie się w teren. Mimo opóźnienia czas naszej wyprawy nie był zły, gdyż ptaki w połowie kwietnia przystępują do lęgów, ale o aktywności głosowej samców trudno już mówić. Ptaków szuka się głównie stosując stymulację głosową. Najlepsze efekty daje stosowanie głosu samicy. Puszczyki zajmują gniazda po myszołowie lub orliku na skraju torfowiska - najchętniej przejściowego.

Samo przybycie na zachodnie krańce bagna było wielogodzinnym procesem. Trasa z różnych zakątków Polski, granica w Brześciu, 4 godzinna podróż autobusem na południe Białorusi, potem taksówką wraz z nieprzespaną nocą dała się nam wszystkim mocno we znaki. Dobici ciężkimi plecakami powoli zaczęliśmy się przybliżać do brzegów bagna. W lesie powitały nas pierwsze słyszane przez nas w tym roku świergotki drzewne. Odzywała się też lerka.

Najpierw trzeba była przejść przez zmeliorowaną część mokradeł zamienioną na pola uprawne. Tutaj powitał nas samiec błotniaka stawowego oraz kilka czajek. Po dłuższym marszu przez las dotarliśmy do pierwszego boru bagiennego. Wodery na nogi, 2 metrowe brzozowe tyczki w ręce i powoli wchodzimy na grząski teren. Po jakimś czasie docieramy do otwartej przestrzeni torfowiska wysokiego z rzadka porośniętego karłowatą sosną, olchą lub brzozą.

Kompas wyznacza kurs, gdyż bagno wydaje się prawie bezkresne. Nie jest łatwo. Plecaki oprócz ekwipunku zawierają jeszcze jedzenie. Pierwsza łacha suchego boru sosnowego, do której dotarliśmy po 2 godzinach przedzierania się przez bagno daje nam chwilę wytchnienia. Możemy wreszcie zrzucić plecaki i chwilę odpocząć. Za jakiś czas ponownie otwarte bagno. Tym razem wejście na nie jest o wiele trudniejsze, gdyż na obrzeżach bagno zazwyczaj jest głębsze.

 Woda prawie wdziera się do woderów, gdyż mech jak gąbka ugina się pod nami. Potem jest już lepiej. Co jakiś czas zbieramy zeszłoroczną żurawinę. Kilka godzin brnięcia przez bagno coraz bardziej daje się nam we znaki.

Słońce powoli się obniża a bagno ożywa. Odzywają się kszyki. Słychać bębnienie dzięciołków. Gdzieś w okolicy zaczynają odzywać się nieznane nam głosy ptaków. Głos podobny do lerki, ale z pewnością nie będący lerką. Zajęło to nam kilka dni, aby przekonać się, że to jednak łęczaki, które tu mają swoją południową granice występowania. Ptaki wzbijały się w powietrze odzywając się w sposób dla siebie charakterystyczny, a po chwili opadały na jakieś drzewo. Ostatnia godzina przedzierania się przez bagna, gdy do brzegu było już bardzo blisko, była dla nas wszystkich bardzo dużym wysiłkiem. Każdy krok był zwycięstwem, gdyż bagno tu okazało się najgłębsze, a my już opadliśmy zupełnie z sił. Jedynie wysiłek woli pozwolił nam nie ustawać w mozolnym brnięciu. Po pewnym czasie wdrapaliśmy się szczęśliwie na wydmę porośniętą sosną i mieszanym lasem na obrzeżach. Namioty, ognisko, brunatna przegotowana woda z bagna o kolorze herbaty pozwoliły nam nabrać sił.

Słońce już zaszło i ruszyliśmy na sowy. Bardzo szybko ktoś zauważył przelatującego nad nami w gęstniejących ciemnościach ptaka. Mp3 w ruch. Najpierw głos samca puszczyka mszarnego – zero reakcji. Głos samicy – jest! Odezwała się. Po chwili na wysokiej brzozie zamajaczyło gniazdo w 2/3 wysokości. Ptak po jakimś czasie podleciał w jego okolicę, a minutę później usiadł w gnieździe. To ona! Samica puszczyka mszarnego. Euforia w grupie. Wszyscy sobie gratulują ściskając się. Część z nas jeszcze nigdy nie widziała tej pięknej sowy. A przecież nocleg miał być kilka kilometrów dalej! Co za szczęście, że akurat tutaj musieliśmy się rozbić. Kilkaset metrów dalej w trakcie naszego nocnego rekonesansu po wydmie usłyszeliśmy parę puszczyków - tych zwykłych.

Pierwszy poranek wyrwał mnie ze śpiwora, gdyż w pobliżu usłyszałem tokujące cietrzewie. Szybkie przebranie się i zaczynam ich szukać. Słyszę czuszykanie, więc ptaki są blisko, ale ptaków nie udaje mi się zaobserwować, gdyż bez woderów nie dałbym rady podejść bliżej. A od wczoraj mój stosunek do woderów można określić tylko jednym słowem – nienawiść! Obok odzywają się dwa krętogłowy. Idę do naszej sowy, aby ją zobaczyć za dnia. Jest. Spokojnie siedzi na gnieździe leniwie zwracając głowę w kierunku wyraźniejszych dźwięków. Niedaleko odzywają się muchołówki żałobne. Śniadanie w obozie a w międzyczasie odzywają się pierwsze dla wielu z nas tegoroczne kukułki i świstunki. Idziemy teraz wszyscy razem do sowy. Dość mocno się wcisnęła w gniazdo ignorując naszą obecność. W tym okresie lęgów samica daje się podejść na 2 m. Całkiem inaczej jej reakcje wygląda, gdy ma młode. Biada śmiałkowi, który podchodzi bez kasku. Nam ptaka udaje się jedynie zobaczyć na gnieździe.

Odmawiamy sobie jego wabienia. Samca niestety nie udaje się znaleźć. Pewnie gdzieś blisko przebywa. Samica mimo naszej obecności po jakimś czasie zaczyna się dziwnie wyginać do przodu a następnie poprawia jajka. Wszystko wskazuje na to, że na naszych oczach zniosła kolejne jajo. Przed nami szmat drogi, więc po nasyceniu się sową ruszamy dalej po wydmie. Na samym początku niespodzianka. Znajdujemy żeliwny słupek z napisami wykonanymi łacińskim alfabetem. Przypuszczamy, że to polskie przedwojenne oznaczenie oddziałów leśnych.

Idziemy dalej. Wydma w swojej centralnej części dość wysoka. Na jednym z wyższych drzew dzięcioł zielonosiwy. Dalej towarzyszą nam tokujące kszyki, śpiewaki, jemiołuszki, których spotkamy kilka stad, śpiewający gil. Wypłaszamy 2 słonki, dudka. W drugiej części wydmy znajdujemy pióro puszczyka mszarnego. Szukamy gniazda, ale bezskutecznie. Jedyne jakie znajdujemy, to gniazdo myszołowa ze złożonymi już jajami. Brniemy w borze bagiennym. Knoty głuszca, żmija – jedna z kilku widzianych, no i ta mordęga, gdy noga często nie chce wydostać się z mułu a woda tuż tuż przelewa się do woderów. Przed nami najtrudniejsza część bagna. Mamy do przejścia wąski przesmyk między dwiema wydmami. Wąski, to pojęcie względne, bo to jakieś 300 m brnięcia, ale rzecz w tym, że te 300 m to przewężenie między dwoma dużymi bagnami, więc należy spodziewać się płynącej wody a w dodatku blisko wydmy bagno jest najgłębsze. Mamy liny, siekierę, piłę, kto wie, co będzie potrzebne. Na szczęście przez płynącą wodę jest przerzucone coś, co można nazwać starożytnym, bo rozpadającym się kładko-mostem o niewielkim stopniu stabilności. Część z nas nabiera wody w wodery, ale szczęśliwie jesteśmy na kolejnej wydmie. Tam wita nas bocian czarny. Obóz rozbijamy na najwyższej części wydmy. Ktoś wykopał u podnóża wzgórza dół, w którym gromadzi się woda o zapachu siarkowodoru, ale za to jest przejrzysta. Oczywiście ją gotujemy. Wieczorna herbata z prądem, a potem sam prąd przegryzany sało, czyli podwędzaną słoniną rozjaśnia nasze twarze. Jest dobrze. Szukamy sów: gdzieś w oddali bąk, żurawie, czapla siwa i być może przelatująca uszatka błotna i jeden puszczyk. Mszarny się nie odezwał. W nocy pada. Na szczęście rano już jest sucho.

Nad ranem na moim namiotem bębni a następnie odzywa się dzięcioł zielonosiwy a w pobliżu standard, czyli toki cietrzewi. Zaczynają śpiewać strzyżyki. Zwijamy obóz i szybko zbliżamy się do granicy wydmy. Mamy spory kawałek otwartego bagna przed sobą. I tym razem szczęście nam sprzyja. Wydeptany przez zwierzęta i ludzi szlak przez mokradła wiedzie po piaszczystym podłożu, choć wody nie brakuje. Takie bagno to czysta przyjemność.

Po drodze dobrze odciśnięte ślady wilka, których będzie coraz więcej. I oto jesteśmy już na suchym lądzie, co nie oznacza, że nie będzie przed nami mokrych terenów. Możemy ściągnąć wodery i udajemy się w dalszą drogę. Dochodzimy do otwartego piaszczystego terenu, gdzie znajdują się rozrzucone wraki czołgów i samolotów. Sesja zdjęciowa.

Tuż obok na piasku ślady po dzisiejszych tokach cietrzewi. Kilka piór z liry, porysowane szlaki wędrówki tokujących samców z opuszczoną lirą. Musiało tu tokować sporo samców.

Nie mamy możliwości na nocleg w pobliżu. Na pobliskich mokradłach odzywa się krwawodziób, przelatują 3 cyraneczki, tokują kszyki, łęczaki, śpiewa lerka i kopciuszek. Dalej wita nas kwokacz. Przy piórach upolowanego cietrzewia wygrzewający się gniewosz plamisty, a parę metrów dalej sasanki.

Po kilku godzinach marszu i szukania gniazda puszczyka robimy sobie postój na skraju kolejnego bagna. Wtedy też daje się nam zauważyć orlik, który jednak jest zbyt daleko, aby stwierdzić, który to z gatunków. Po przerwie postanawiamy pójść w kierunku wysokiej wieży, którą widać po drugiej stornie torfowiska. Wcześniej szukamy ponownie gniazda puszczyka na obrzeżach bagna, ale i tym razem bezskutecznie. W pobliżu pierwszy samotnik. Docieramy do wieży na terenie, który być może był siedzibą dowództwa w trakcie ćwiczeń na poligonie. W budynku napis „Płanszeta indiwidualnich riezultatow bombomietanii”. Od razu wiadomo, o co chodzi. Wieża wysoka na 50 m służyła do obserwowania skuteczności ostrzału artyleryjskiego. Ze szczytu wieży widać 3 krążące w oddali orliki, pustułkę i myszołowy. Zaskakujący jest bezkres bagien, których część możemy teraz obserwować. Żadnych zabudowań, przewodów wysokiego napięcia. Tylko las i olbrzymie połacie torfowisk. Brak łosi – pewnie czujnych i schowanych przed myśliwymi.


Ponownie przeszukując las w pobliżu bagien zbliżamy się do naszego kolejnego biwaku a wcześniej oglądamy barć z pnia zawieszoną na drzewie.

Wieje zimny wiatr. Kolejna nocna wyprawa na sowy nie zaowocowała nawet jednym głosem. Jedynie Sława, który został przy ognisku słyszy w oddali sóweczkę. W nocy odzywająca się z bagna kropiatka, którą po chwili słyszę odzywającą się i przelatującą nad moim namiotem.

Poranek następnego dnia rozpoczął się klasycznie, czyli od tokujących w pobliżu cietrzewi. Po zwinięciu obozu na skraju tego samego bagna zaobserwowaliśmy przez gałęzie drzew opadającego gadożera, którego dostrzegli tylko niektórzy. Ptak, mimo poszukiwań, nie dał się wypatrzeć na otwartej przestrzeni torfowiska. Pośrednim celem naszej dzisiejszej wędrówki jest dotarcie do rzeki Stwigi. Rzeka nie jest nam po drodze, więc zostawiamy ukryte pod gałęziami plecaki i idziemy do oddalonej o 5 km rzeki. Po drodze wyskakuje nam spod nóg samica głuszca. Niestety zapada gdzieś w gęstwinie i nie daliśmy rady jej ponownie zobaczyć. W międzyczasie znaleźliśmy wypluwkę puszczyka mszarnego. Rozpoczęte poszukiwania gniazda nie przyniosły żadnych rezultatów. Do Stwigi nie dotarliśmy, na co liczyli miłośnicy sikory lazurowej. Trochę się pogubiliśmy w lesie, a czasu nie mieliśmy wiele. Po odpoczynku, w trakcie którego widzieliśmy ponownie gadożera, wróciliśmy do plecaków i udaliśmy się na miejsce ostatniego biwaku. Ten został założony na granicy lasu, 5 km od miejsca, gdzie następnego dnia miał czekać na nas samochód. Noc była mroźna. Rano namioty pokryte szronem. Poranek tym razem już bez charakterystycznego głosu cietrzewi, ale za to odzywały się inne „klasyki” leśno - bagienne: dudek, żuraw, dzięcioł zielonosiwy, śpiewak, rudzik, kszyk, krętogłów, łęczak. Gdzieś w oddali prawdopodobnie odzywała się sóweczka, ale nie było już czasu na zweryfikowanie ptaka, bo czas nas gonił. Szybkim marszem wyszliśmy z lasu docierając do pól poprzecinanych kanałami. Tutaj powitały nas inne ptaki: podróżniczek, dubelt, rycyki. Samochód był na czas czekając na nas na skraju wsi Tiereblicze, w której przez chwilę zabawiliśmy pijąc wytęsknione piwo. We wsi mieszkańcy ubrani odświętnie, bo to pierwszy dzień po prawosławnej Wielkanocy. Rzut oka na miejscowe ciekawe zabudowania i w drogę. Przed nami 5 godzin jazdy do Brześcia a stamtąd już autobusem liniowym do Polski.

5 dni przebytych w sercu bagien zweryfikował nasze wyobrażenie o tamtejszych ptakach. W środowiskach naturalnych, czy też zbliżonych do naturalnych ptaki są w dużym rozproszeniu. Za to bogactwo gatunkowe jest duże – mądrość zaczerpnięta od Krzyśka Henela. Łącznie widzieliśmy i słyszeliśmy na bagnach i w lesie 69 gatunków. Jest to zupełnie inny sposób oglądania przyrody niż podróż samochodem z jednego ciekawego miejsca do drugiego zaliczając wcześniej ustalone gatunki we wcześniej znanych miejscach. Tutaj byliśmy zdani zupełnie na siebie szukając ptaków jak igły w stogu siana i dziękując za każdego zobaczonego. Jeżdżąc po Białorusi samochodem pewnie byśmy zaliczyli i lazariewkę – czyli sikorę lazurową i terekię, ale minąłby nas niepowtarzalny czar nocy na niedostępnych wydmach przepijanych brunatną wodą bagienną z prądem.

Szacunkowa liczba ptaków z poszczególnych gatunków:

bąk

2

błotniak stawowy

3

bocian czarny

1

bogatka

16

cietrzew

kilka tokowisk

cyraneczka

5

czajka

12

czapla siwa

1

czubatka

4

czyż

5

dudek

3

dzięcioł czarny

3

dzięcioł duży

10

dzięcioł zielonosiwy

6

dzięciołek

4

dzwoniec

1

gadożer

2

gil

3

głuszec

1

grzywacz

4

jastrząb

1

jemiołuszka

65

kopciuszek

3

kos

11

kowalik

2

krętogłów

3

kropiatka

1

kruk

6

krwawodziób

1

krzyżówka

4

kszyk

22

kukułka

4

kulczyk

3

kwokacz

1

lerka

3

łęczak

14

modraszka

1

muchołówka żałobna

2

mysikrólik

4

myszołów

8

orlik sp

4

paszkot

6

piecuszek

7

pierwiosnek

9

pleszka

1

pliszka siwa

12

pliszka żółta

3

pustułka

1

puszczyk

3

puszczyk mszarny

1

rudzik

6

samotnik

2

sikora uboga

7

siniak

2

skowronek

3

słonka

2

sosnówka

7

sójka

2

sóweczka

1-2

strzyżyk

5

szpak

75

śpiewak

12

świergotek drzewny

23

świergotek łąkowy

6

świstunka

2

trznadel

3

wrona siwa

1

zięba

66

żuraw

6

 

Tekst:
Sergiusz Niziński

Zdjęcia:
Kszysztof Wojciechowski
Krzysztof Henel
Michał Skąpski
Andrej

Komentarze

AwatarMatys
Mateusz Matysiak

6.05.2009 21:42:34Gratuluję naturalistycznej wyprawy na białoruskie bagna. To prawdziwa lekcja pokory wobec przyrody. I to tej w najciekawszej, prawdziwej postaci. Mieliśmy całkiem podobne odczucia podczas przedzierania się przez ukraińskie wrzosowiska i bagna zaledwie ponad tydzień temu. Noc w sercu torfowiskowego tokowiska dziesiątków walecznych cietrzewi daje nigdy niezapomniane wrażenia. I ja również nie zamienię nigdy tych kilku dużych wschodnich, ukochanych wrażeń na wiele mniejszych zdobytych na "wystawionych na samochód" ptakach w Polsce.

Awatarapusapus
Krzysztof Henel

6.05.2009 23:33:38Pozostaje mi podziękować serdecznie za miłe towarzystwo w tej niezapomnianej wyprawie oraz za ciekawie napisaną relację. Tylko z tą, cytuję "mądrością zaczerpniętą od ..." w końcówce relacji to Sergiusz przesadził :-) Polecam wszystkim dziką Białoruś. Pozdrawiam. Krzysiek H.

AwatarHanna
Hanna Żelichowska

7.05.2009 13:08:04Naprawdę emocjonująca wyprawa, dzielnie pokonaliście tereny bagienne, ptaków porażająca lista, fajne zdjęcia - serdeczne gratulacje! Trzymajcie sie zdrowo i pokażcie zdjęcia na stronie BW PL. Pozdrawiam. Hanna

AwatarRoman
Roman Stelmach

10.05.2009 22:43:21Żal tylko, że takich torfowisk w Polsce już nie uświadczysz [tak dużych, bo małych skrawków jeszcze trochę zostało].

AwatarSergiusz Niziński
Sergiusz Niziński

12.05.2009 15:12:55Bagno Ławki też planowano osuszyć. Z Wizną się udało, na szczęście innych planów nie zrealizowano. No i ten fatalny kanał Wieprz-Krzna, który nic dobrego gospodarce nie dał a przyrodzie wyrządził tyle krzywd. Ja się pocieszam patrząc na Niemcy i Holandię, że oni tam już nic nie mają.

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

16.06.2009 0:12:52Torfowiska wysokie - kilka lat temu na Łotwie zrobiłem z kolegą Ugisem platformę gniazdową dla orła przedniego z 280 do 340 lat jałowców które rosły w podroście na wydmie - ostrowie niczym świerki. Tej samej wiosny gniazdo zostało zajęte - Torfowiska wysokie to.... chyba jedyne nie tknięte ręką człowieka środowiska po Ural. A Bałoruś choć nie przepadam za Łukaszenką to dzięki niemu jeden wielki rezerwat w Europie właśnie po sam Ural - oby żył długo...

Dodaj komentarz

Dostęp do tej części strony wymaga zalogowania.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się »