Hiszpania - Costa del Sol: 8-15.04.2009

Tym razem w okresie wielkanocnym wyjechałam z mężem do Hiszpanii, na Costa del Sol. Lot do Malagi via Madryt i potem taksówką do Torremolinos (miejsca naszego zakwaterowania), zabrał nam prawie cały dzień. Z powrotem – tak samo. W rezultacie, pobyt wypoczynkowy trwał jedynie 6 dni, w czasie których zostaliśmy zauroczeni przyrodą tego regionu i widokami.

Costa del Sol, andaluzyjski odcinek wybrzeża śródziemnomorskiego w południowej części Hiszpanii, ciągnący się na długości 380 km, w prowincjach Malaga, Grenada i Almeria.

morze

Fot.1 Widok z hotelu w Torremolinos w kierunku wschodnim 

Costa del Sol. Wybrzeże skaliste, opadające ku morzu urwistymi zboczami z małymi piaszczystymi zatokami. Dobrze rozwinięta baza turystyczna powstała w latach 50., największe ośrodki wypoczynkowe znajdują się na odcinku pomiędzy Esteponą a Malagą (stolica Andaluzji), Fuengirolą i Torremolinos.

Fot. 2 Widok w kierunku północnym - na masyw górski (prawdopodobnie Serrania de Ronda) 

Costa del Sol. Jeden z najcieplejszych regionów kraju. Na to szczególnie liczyliśmy wyjeżdżając z Polski w okresie, kiedy u nas było stosunkowo zimno, a na drzewach ani jednego liścia i w ogóle mało zieleni. W rezultacie, tak bardzo gorąco nie było, a wiejący czasami wiatr był wyjątkowo silny i przykry. Natomiast natura nie zawiodła. W Torremolinos zaskoczył nas widok ogrodów pełnych egzotycznej wielokolorowej roślinności, bujających w niebo zielonych palm, okwieconych drzew i krzewów, łąk nad którymi latały wszelakie owady oraz piękne motyle.

Fot. 3 Typowe domy na hiszpańskim wybrzeżu Morza Śródziemnego (Costa del Sol)

Torremolinos, jedna z istniejących od dawna na Costa del Sol, miejscowości wypoczynkowych. Jak wyczytałam w przewodniku - nieco tańsza i mniej pretensjonalna, niż np. Marbella. Generalnie, nic specjalnego. Z drugiej strony, wydało nam się urzekające to, że w Torremolinos nie udało się jeszcze zabudować hotelami i pensjonatami wszystkich wolnych przestrzeni. Zostały duże połacie „ziemi niczyjej”, może nawet jakieś wysypiska gruzu czy śmieci, teraz dokładnie porośnięte bujnym zielskiem, ziołami, kwiatami – cieszące oko łąki.  Raj dla ptaków i nieoczekiwanie – miejsce wypasu koni.

Fot. 4 Łąki w Torremolinos z pasącymi się końmi

Spacerując po okolicy w dniach, kiedy nie zwiedzaliśmy odleglejszych miejsc, na tych łąkach właśnie napotykaliśmy najciekawsze gatunki ptaków.  Pierwszym z nich była dzierzba rudogłowa (Lanius senator), samiczka w charakterystycznych okularach,  usadowiona na krzewie i bacznie wypatrująca w gęstwinie poniżej, odpowiednio dużego i godnego jej owada. Gęstwina tego podłoża,  no i oczywiście brak odpowiedniego wyposażenia, uniemożliwiały mi przedzieranie się na korzystniejszą pozycję do fotografowania. W tej sytuacji, moje zdjęcia z wyjazdu na Costa del Sol nie mogą się równać ze wspaniałymi zdjęciami ptaków przesyłanymi przez Arkadiusza Broniarka z okolic Tariffy (bardziej na zachód wybrzeża, w kierunku Atlantyku).

Fot. 5 Dzierzba rudogłowa (Lanius senator) - samiczka - na kasztanowcu

Zaskakujące było spotkanie ze szpakiem, którego poznałam oczywiście od razu, ale zadziwił  mnie jego jednolicie czarny koloryt. Szpaków tych nie było w Torremolinos zbyt wiele, ale dawały o sobie znać gwizdaniem i donośnymi odgłosami naśladującymi różne inne ptaki. Buszowały w jaskrawo czerwonych kwiatach, zagłębiając we wnętrzu kielicha swoje długie, ostre, żółte dzioby. To są szpaki jednobarwne (Sturnus unicolor), występujące na południe od Pirenejów.

Fot. 6 Szpak jednobarwny (Sturnus unicolor)

Dalsze spacery w głąb Torremolinos przynosiły kolejne „odkrycia” zachowań ptaków, odbiegające od tego do czego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Po pierwsze:  dzwońce  (Carduelis Chlorus) miały już małe. Sfotografowałam dwa dzwońcowe podloty na fikusie. Prawdę mówiąc, one sobie siedziały na gałązce i z pewnym zdziwionym zaciekawieniem mi się przyglądały, a ja – w pozie między staniem a klęczeniem pod gałęzią -  próbowałam zrobić dobre zdjęcie pomiędzy liśćmi i pod światło. Po chwili cała rodzinka poleciała dalej, ale kilka fotek mam. Kosy (Turdus merula), pliszki siwe (Motacilla alba) i nasze poczciwe wróble (Passer domesticus) biegały po trawnikach  i latały w poszukiwaniu pokarmu oraz nosząc w dziobkach pełno owadów dla swoich rosnących pociech. Czyli, tak szybko zdołały dobrać się w pary, zbudować gniazda, złożyć jajka i wysiedzieć je, a teraz mają potomstwo! U nas, w Polsce to wszystko dzieje się później …

Fot. 7 Kos (Turdus merula) z dostawą pożywienia

Kolejną niespodzianką dla mnie, był brak w rejonie Costa del Sol wróbli południowych (Passer hispaniolensis). Na wszelki wypadek fotografowałam wszystkie napotkane wróble a potem, w pokoju hotelowym dokładnie sprawdzałam zdjęcie po zdjęciu.  Niestety, były to jak zawsze piękne wróbelki (Passer domesticus) - ćwierkające, stroszące piórka, czasami tokujące, siadające śmiało na barowych stolikach, fruwające nam nad głowami, kąpiące się w fontannach i pod plażowymi prysznicami, ale żaden nie był wróblem południowym.

Fot. 8 Wróbel (Passer domesticus) – samiec - w cieniu zielonych liści krzewu

Któregoś pięknego, gorącego dnia, poszliśmy w kierunku północnym, gdzie mieściła się stacja kolejowa Torremolinos – La Colina, z automatami do sprzedaży biletów. Planowaliśmy wycieczkę do Benalmadena (kierunek na zachód) i do Malagi (kierunek na wschód). Po drodze  przechodziliśmy przez rozległe tereny „niczyje” z bujnie wyrastającymi roślinami i krzewami. Tutaj spotkaliśmy kulczyka (Serinus serinus), szczebioczące szczygły (Carduelis carduelis), rudzika ( Erithacus rubicula) oraz latające w zawrotnym tempie oknówki  (Delichon urbica) i dymówki (Hirundo rustica). W pewnym momencie nad łąkami pojawiła się pustułeczka (Falco naumanni), a głosy ptaków, które rozbrzmiewały donośnie, nagle zamilkły… Ptaki rozgadały się na nowo, kiedy drapieżnik zniknął na horyzoncie.

Fot. 9 Oknówka ( Delichon urbica) i dymówka (Hirundo rustica) w locie nad skarpą porośniętą „zielskiem”

Oknówki były na etapie budowy gniazd. Upodobały sobie szczególnie okna hotelu, w którym mieszkaliśmy w Torremolinos. Wśród szybko latających ptaków, które próbowałam fotografować z balkonu hotelowego, były – jeśli dobrze je identyfikuję – jerzyki blade (Apus pallidus). Mam kilka ujęć, ale kwalifikują się one raczej do kategorii zdjęć dokumentacyjnych. Raz, nisko nad powierzchnią morza, przemknęły w równym szeregu czaple siwe (Ardea cinerea). Takich rarytasów, jak czapla biała czy modronosa, niestety nie dane mi było widzieć. Mew w Torremolinos prawie nie widywałam. Jedynie wcześnie rano można je było dostrzec przez lornetkę jak uwijają się nad tonią morza i wyławiają rybki.

Wracając jednak do owego gorącego dnia: maszerując tak przez chaszcze i trawy, usłyszałam specyficzny dźwięk a po chwili, w dość dużej odległości wypatrzyłam na drzewie dudka (Upupa epops). To spotkanie miało dla mnie ogromne znaczenie. Dudka zobaczyłam „na żywo” po raz pierwszy w życiu. Szkoda, że tak daleko siedział, zresztą – był tam krótko i odleciał. Wróciliśmy do tego miejsca za dwa dni, ale dudka nie było.  

Fot. 10 Dudek (Upupa epops) przycupnięty na gałęzi śródziemnomorskiego drzewa, bardzo daleko od fotografa

Wybraliśmy się pociągiem do Benalmadeny z zamiarem wjechania kolejką linową na szczyt Monte Calamorro (800 m n.p.m.), gdzie   znajduje się ośrodek hodowli dzikich zwierząt, m.in. ptaków drapieżnych. Drugim celem było delfinarium (Selwo Marina). A trzecim, który stał się celem pierwszym i w rezultacie z braku czasu, jedynym, był park publiczny ”La Paloma”. Spędziliśmy tu na „nic nierobieniu” trzy czwarte naszego czasu i to było zachwycające. Park, ze stawem, fontanną, trzema kawiarenkami/barami, usytuowany na wzgórzu i opadający tarasami w kierunku miasta i morza, zrobił na nas ogromne wrażenie. Przede wszystkim, było tu mnóstwo gatunków kur i kogutów. Niektóre kury wiodły małe i średnie kurczęta.

Fot. 11 Kury i koguty chodzące swobodnie w parku „La Paloma” w Benalmadena

Spotkaliśmy kaczkę krzyżówkę (Anser platyrhynchos) z małym kaczorkiem i kokoszkę (Gallinula chloropus) też ze swoją pociechą. Na wyspie na środku stawu, dość zgodnie przebywały ze sobą mewy śmieszki (Larus ridibundus), mewy białogłowe  (Larus cachinnans) i prawdopodobnie – mewy śródziemnomorskie (Larus audouinii),  gęgawy (Anser anser), gęś śnieżyca (Anser caerulescens), dwie białe gęsi (pewnie hodowlane) oraz różnego rodzaju żółwie. Oczywiście, po stawie pływały dostojnie łabędzie nieme (Cygnus olor), po trawie przechadzały się zwykłe gołębie miejskie (Columbia livia urbana) - raczej rzadkie w miejscach, w których byłam na Cosa del Sol, a w krzaczkach świergotały wróble. Jeszcze jedna gęś wzbudziła moje zainteresowanie. Nie znam jej nazwy i nigdy jej nie spotkałam w podręcznikach oraz na zdjęciach.

Fot. 12 Niezidentyfikowana gąska na brzegu stawu w parku w Benalmadena

W tym parku szczególnie liczne były sierpówki (Streptopelia decaocto). U nas są to ptaki płochliwe, chowające się w wyższych partiach drzew. W miejscowościach, w których je spotykałam na Costa del Sol, a już w szczególności w Benalmadena, były gotowe jeść z ręki i prawie nie schodziły z drogi, kiedy były zajęte żerowaniem.  Piękny, zgrabny ptak. Przyjemnie je było widzieć, kiedy stadnie obsiadały drzewa, czuliły się do siebie lub lądowały w trawie w poszukiwaniu nasion.

Fot. 13 Sierpówka (Streptopelia decaocto) z parku w Benalmadena

Fontanna w parku „La Paloma” była miejscem ściągającym ptaki wodolubne, jak rozmaite gołębie miejskie, kury, kosy i … kazarki (Tadorna ferruginea). Tu spotkałam parę, samca i samiczkę pływające po wodzie wokół fontanny i stale coś wyciągające z dna. Wydawało mi się, że teraz zrobię przepiękne zdjęcia, mając te ptaki na wyciągnięcie ręki i fotografując je z poziomu wody. Słońce było tak piekielnie ostre, że na większości zdjęć białawe łebki kazarek są po prostu wyżarte. Wielka szkoda! Poza doświadczeniem w fotografowaniu w słońcu, potrzebna była dodatkowa wiedza, jak sobie radzić ze specyficznym światłem regionu śródziemnomorskiego. No cóż, ciągle się uczę – najczęściej na błędach…

Fot. 14 Kazarka rdzawa (Tadorna ferruginea) – samiczka, pływająca wokół fontanny w parku w Benalmadena

Trzeba wspomnieć, że w wielu miejscach (parkach, za ogrodzeniami dużych kompleksów hotelowych, nawet w większych barach na plaży) spotykaliśmy duże klatki, w których uwięzione były kolorowe ptaszki i małe papużki. One oczywiście ćwierkają i nie wydają się zbytnio zasmucone swoją sytuacją, ale to nie jest jednak miły widok.

Moja relacja byłaby niepełna, gdybym nie wspomniała o największej dla mnie atrakcji Torremolinos, tj. o papugach. Już pierwszego dnia pobytu, ledwo wychyliliśmy nos za drzwi, zastanowiły mnie dzikie wprost wrzaski ptaków. Po chwili, zobaczyłam nad głową przelatujące – jeden za drugim – duże ptaki, niosące w dziobach dość długie i grube patyki. W czasie tego lotu, ptaki wydawały ostre, ostrzegawcze lub informacyjne, dźwięki. Poszliśmy za nimi. I wtedy wszystko stało się jasne. Papugi były na etapie budowy gniazd wysoko na drzewach i pracowicie transportowały odpowiedni budulec. Papugom z Torremolinos, nazywającym się Mnicha nizinna (mniszka)Myiopsittacus monachus poświęcę odrębną informację, będzie tam wiele zdjęć, pokazujących je w różnych sytuacjach. Papugi te wyglądają skromnie, chodzą po ziemi kaczając się z boku na bok, ale na drzewach i w locie robią ogromne wrażenie.  

Fot. 15 Dwie mniszki (Myiopsittacus monachus) na łące w Torremolinos

W Maladze, do której pojechaliśmy pociągiem „na kawę”, spotkałam inne papugi, bardziej nam znane z miast Europy Zachodniej, tj. aleksandrettę obrożną (Psittacula krameri). Aleksandretta jest trochę podobna do mniszki, ale oczywiście ma całkowicie zielone upierzenie i czerwony dziób. Podobnie krzyczy w czasie przelotów.

Fot. 16 Aleksandretta obrożna (Psittacula krameri) na owocach palmy w Maladze

Gibraltar, który również odwiedziliśmy w czasie naszego 6-dniowego pobytu na Costa del Sol, jest ciekawy. Mamy jednak duży niedosyt. To jest miejsce, w którym chcielibyśmy pobyć dłużej niż marne 4 godziny. Mieliśmy tylko tyle czasu, bowiem jazda z Torremolinos i z powrotem (ok. 100 km) zabrała 6 godzin z powodu zbierania po drodze a potem odwożenia, uczestników wycieczki. Jedynym plusem tej sytuacji było obejrzenie miejsc, do których pieszo byśmy nie dotarli, w tym – innych ośrodków turystycznych i hoteli. Na skale gibraltarskiej miałam okazję podziwiać mewy żółtonogie (Larus fuscus) lub romańskie  (Larus michahellis) szybujące w powietrzu i wygrzewające się na skałkach poniżej. No i małpy, które jednak nie były ani agresywne, ani specjalnie zainteresowane kręcącymi się w pobliżu wejścia do rezerwatu, ludźmi.

W czasie pobytu na Costa del Sol spotkałam 31 gatunków ptaków, nie licząc kur oraz niezidentyfikowanej gęsi i mew, których rozpoznawanie jest dla mnie zawsze bardzo trudne.

Piękny region Europy, nie tak bardzo odległy od Warszawy, ludzie przyjaźni i ciepli, klimat sprzyjający zwłaszcza w okresie wiosennym – cudowne miejsce do wypoczynku. Przyrzekliśmy sobie, że jeszcze tu wrócimy, m.in. dlatego że tutaj też są moje ulubione wróble. 

Fot. 17 Szczęśliwy wróbel, samiczka na ukwieconym krzewie w Torremolinos.

Tekst i zdjęcia:
Hanna Żelichowska

Komentarze

Awatarradiotracking spain
Arkadiusz Broniarek

22.04.2009 16:39:41bardzo fajnie napisane Hanna, warto wybrać się w te okolice Europy, nie tylko wiosna ,ale i późne lato jest bardzo ciekawe, na ptaki najlepiej we wrześniu.
Bezpośrednie loty z Warszawy do Malagi obsługuje linia norweska "Norwegian"

Awatarradiotracking spain
Arkadiusz Broniarek

22.04.2009 20:38:50tak patrze na te pierwsze zdjęcia i trochę dostaje k..., zabudowa nad samym brzegiem, na szczęście już weszły nowe przepisy,pod naciskiem Europy i większość z tych zabudowań i super hoteli zniknie z powierzchni .
W końcu skończy się dziki zachód w Hiszpanii :)

Awatarradiotracking spain
Arkadiusz Broniarek

22.04.2009 20:40:27jeszcze tylko z tymi tysiącami wiatraków musimy sobie jakoś poradzić :), ale tez przyjdzie czas.

AwatarHanna
Hanna Żelichowska

22.04.2009 22:33:35Dziękuję Arkadiuszu za komentarze i ocenę :)) A jeśli chodzi o zabudowę, to masz rację jeśli chodzi o większość miejscowości na Costa del Sol. Jeszcze Torremolinos zachowało trochę rozsądku, lub - jak piszesz - przepisy zahamowały ekspansję i już nie pozwalają na budowę hoteli nieomalże na plaży. Tu jest jeszcze dużo dzikiej natury i sporo przestrzeni.
Acha, miejscowy człowiek bardzo zachwalał Tariffę, jako miejsce warte odwiedzenia. Pewnie tak jest. Może następnym razem... Pozdrawiam

Awatarradiotracking spain
Arkadiusz Broniarek

22.04.2009 23:22:55zapraszam serdecznie, głownie ptakolubow,ale nie tylko.
to właśnie tedy 30% europejskich ptaków migruje do afryki, w przeciwieństwie do Bosforu, wszystkie koncentrują się nad Twoja głową :) i na dodatek jest możliwość popłynięcia za nimi do afryki w 45 minut. cieśnina ma 14 kilometrów.

AwatarHanna
Hanna Żelichowska

23.04.2009 0:03:20Super! Wezmę to pod uwagę, ale - nie wpadaj Arkadiuszu w panikę ... kiedyś ... :))

Dodaj komentarz

Dostęp do tej części strony wymaga zalogowania.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się »