Pierwszy tydzień w Afryce za nami. Teraz czekają nas dwa dni podróży. Ruszamy drogą z północnej strony rzeki Gambia. Pierwsze godziny spędzamy pokonując dobre jezdnie asfaltowe, ale im dalej w głąb kraju, tym ich stan jest coraz gorszy. Cywilizacja została na wybrzeżu – teraz dominują gliniane chaty i wszechobecna bieda. Po drodze mijamy różne środowiska: półpustynie, sawanny, zbiorniki wodne i bagna. Zatrzymujemy się w tych najciekawszych z ornitologicznego punktu widzenia.

Fot. 1. Czajka czarnoczuba
Przy jednym z rozlewisk obserwujemy kormorana białobrzuchego, czaple purpurowe i niewielkie stada żwirowców łąkowych. Obok w krzakach pojawia się stadko czołoczubów senegalskich – ptaków z rodziny dzierzbowatych. Po jakimś czasie kończy się w miarę dobra droga i następny odcinek podróży w górę rzeki pokonujemy dużą łodzią.

Fot. 2. Rzeka Gambia
Aż do wieczora płyniemy leniwie tuż przy linii brzegowej. Wypatrujemy gatunków pośród bardzo gęstej roślinności nadbrzeżnej. Na szczytach drzew widzimy odpoczywające sępy plamiste i samotnego gadożera brunatnego. Tuż nad wodą wypatrują zdobyczy muchołówki bagienne oraz łowce szarogłowe i jasne. Przy jednej z wysp obserwujemy żerujące stado hipopotamów, a z dżungli opodal słychać nawoływania szympansów. Jest już szaro, gdy dopływamy do obozu w Georgetown. Nie dotarła tu jeszcze elektryczność, śpimy w małych chatkach pod moskitierami i poznajemy typowo afrykańską kuchnię czyli bataty, maniok, kozie mięso i melony.

Fot. 3. Waruga
Rano wyruszamy w dalszą drogę. Czekając na prom rozchodzimy się po okolicy i na okolicznych drzewach zauważamy żywiące się owocami trerony żółtobrzuche, błyszczaki niebieskouche i stadka wdówek atłasowych. Po paru godzinach męczącej jazdy docieramy do granicy z Senegalem.

Fot. 4. Żołna mała
Samo przejście graniczne to parę lepianek, szlaban ze sznurka i funkcjonariusze w łachmanach. Odprawa trwa kilka minut. Jest bardzo upalnie, ale i tak dopisują małe ptaszki, które uwijają się w przydrożnych krzewach – nektarzyki nitkosterne i kulczyki mozambijskie. Po południu docieramy do celu wyprawy – Parku Narodowego Niokolo-Koba. Jeszcze tylko godzinny przejazd przez wyschniętą, krzaczastą sawannę i w końcu dojeżdżamy do obozu. Sementi Camp położony jest w środku gęstej dżungli, na wysokim brzegu zakola rzeki Gambia.

Fot. 5. Muchołówka bagienna
Krótka, poranna przechadzka pozwala odkryć kilka gatunków – muchodławkę rdzawą i błękitną, astryldy złotolice i czerwonosterne. Ale największe poruszenie wywołują pijawniki, których niepłochliwa para biega po obozowym żwirowym placyku. Dla mnie są to ptaki, które pragnąłem zobaczyć najbardziej podczas wyprawy. Później, w ciągu dnia widzimy je wielokrotnie, uwijające się między krokodylami na brzegu rzeki.

Fot. 6. Treron żółtobrzuchy
Po śniadaniu wypływamy małą łodzią po dzikich meandrach rzeki. Na piaszczystych łachach obserwujemy pojedyncze czajki białoczelne i grupki kuraczków skalnych. Ale za chwilę znów dajemy się ponieść emocjom, gdy w namorzynach pojawia się perkołyska afrykańska – skrajnie rzadki ptak, o którym nawet nie marzyliśmy.W sumie jest ich trzy – dwa dorosłe i jeden młody. Dopisują tez ptaki drapieżne – bielik afrykański, kuglarz, myszołap rdzawoskrzydły, różne gatunki jastrzębiaków i krogulców. Przelatują klucze kaczek dziwonosów, drzewic białolicych i stado gęśców.

Fot. 7. Niewiele zmieniło się od czasów Kunta Kinte
Po południu eksplorujemy lądowa część parku, który mało przypomina te znane z Afryki wschodniej lub południowej. Jest gęsto zarośnięty i bardziej suchy. Dominują w nim wąwozy i starorzecza. Właśnie tam spotykamy stadka przecudnych żołn czerwonogardłych, które w sezonie lęgowym maja tu ponad 500 kolonii. Pojawiają się także pojedyncze żołny szkarłatne, a w koronach drzew buszują dzierzbowniki brubru, sawanki kuse oraz stadka wróbli siwogłowych i płowych.

Fot. 8. Błyszczak długosterny
Mamy szczęście do rarytów, bo na jednym z wyschniętych jezior obserwujemy dwie pary koronnników czarnych. Tych rzadkich żurawi nie spotkała tej zimy żadna z zachodnich grup twicherskich penetrujących Senegambię.

Fot. 9. Czajka płowa
Nazajutrz opuszczamy spalony słońcem Senegal i udajemy się w drogę powrotną, tym razem południową drogą lądową wzdłuż rzeki. Jazda wertepami przypomina koszmar, a stukilometrowy odcinek pokonujemy w pięć godzin. Tę udrękę rekompensuje nam widok fruwających wielkich jaskółek moskitowych i rdzawobrzuchych.

Fot. 10. Park Narodowy Niokola-Koba
Po południu docieramy do Basse leżącego na wschodnich krańcach Gambii. W campie, w którym spędzamy noc spotykamy parę syczków afrykańskich oraz dzięcioliki kropkowane. Z rana wyruszamy w dalszą drogę i po kilku godzinach jazdy jesteśmy w Tendabie. Obóz stanowi bazę wypadową do Parku Narodowego Kiang West, gdzie zamierzamy spędzić ostatnie półtora dnia.

Fot. 11. Pijawnik
Zaczynamy od rejsu łodzią po bagnach i namorzynach. Po przepłynięciu rzeki, która tu ma szerokość

Fot. 12. Perkołyska afrykańska
Już się ściemnia, gdy lokalny przewodnik wskazuje na gęste namorzyny. Mówi, że siedzi w nich następny bardzo rzadki ptak – młody ślepowron białogrzbiety. Tak skryty, że nie sposób jest go zauważyć z kilku metrów. Część z naszej grupy wynajmuje na drugi dzień łódkę, żeby jeszcze raz zaobserwować ten gatunek. I oglądaja – tym razem ptaka dorosłego. Wracamy do campu o zachodzie słońca i zachwycamy się urodą leniwej rzeki, która wieczorem przypomina obraz malarza impresjonisty.

Fot. 13. Krokodyl nilowy
Z rana udajemy się na ostatnią wyprawę pieszo-samochodową. Akurat jest pora sucha, tak, że możemy eksplorować swobodnie każde miejsce. Na sawannach obserwujemy lokalną dzierlatkę rdzawą, wąsala zbroczonego i czagry senegalskie.

Fot. 14. Syczek afrykański
Na dnie wyschniętego zbiornika o mało co nie rozdeptujemy leżącej żmiji sykliwej w momencie gdy podchodzimy do pary świergotków gładkich. Widzimy lecącą pustułkę rdzawą i wojownika długoczubego. A na deser kolejny skrajnie rzadki gatunek w Zachodniej Afryce – dzioboróg abisyński. Tym razem samotna samica, która podobno od paru lat nie może znaleźć partnera.

Fot. 15. Ślepowron białogrzbiety
Opuszczamy Tendabę i po paru godzinach jazdy docieramy do bazy macierzystej na wybrzeże Kotu. Niektórzy z nas udają się na ostatnie czesanie okolicy i obserwują przy tym stadka europejskich żołn i pojedyncze wilgi. W okolicznych zbiornikach podniósł się poziom wody i od razu wzrosła ilość czapli rafowych i czarnogłowych oraz ibisów czczonych i białowąsych.

Fot. 16. Interesowały nas wyłącznie ptaki
Wieczorem po raz ostatni zbieramy się na kolacji i wspólnie dokonujemy podsumowania ponad dwutygodniowej wyprawy. Okazuje się, że zaobserwowaliśmy w sumie 310 gatunków ptaków. Nie dopisały tylko rączaki i chwastówki.
Wylatujemy nazajutrz i w następny dzień lądujemy w zimnej Warszawie. W czasie podróży snujemy plany o następnych wyprawach. Bo Afryka i jej skrzydlaci mieszkańcy nie pozwolą na dłuższy czas o sobie zapomnieć.

Fot. 17. W cieniu baobabu
Tekst i zdjęcia:
Artur Bujanowicz
Pozostali autorzy fotografii:
Krzysztof Błachowiak (fot. 1, 15, 16, 17)
Piotr Gryz (fot. 14)
Więcej zdjęć na: www.joniecnaturalnie.com i www.bujanowicz.info
17.04.2009 9:54:18No i mamy zwieńczenie niecodziennego, afrykańskiego dzieła. Piękny teren, cudowne ptaki, intrygujące kobiety (nie przypuszczałbym) i zgrana ekipa. Zazdroszczę takiej wyprawy. Chyba w końcu się skuszę!
18.04.2009 17:01:55Przeczytałam i tę część - super wyprawa! Do słów Mateusza dodam: ... i piękne zdjęcia oraz imponująca lista gatunków ptaków. Pozdrawiam serdecznie całą dzielną i zgraną, ekipę! Życzę kolejnych tak interesujących wypraw!
25.04.2009 22:35:20piekna przygoda!świetne ptaki!tylko gratulować!!!!