Na stronie internetowej "Rzeczpospolitej" został opublikowany wywiad z Ministrem Środowiska, profesorem Andrzejem Kraszewskim. Najprawdopodobniej wbrew oczekiwaniom resortu, raczej nie przyczyni się do zbliżenia stawisk jego kierownictwa oraz organizacji przyrodniczych, które wytykają tekstowi m.in. błędy merytoryczne.
Wywiad rozpoczyna się obrazowym, niemal poetyckim opisem wyglądu Europy sprzed okresu intensywnej działalności człowieka. Puszcza Białowieska jest wskazywana jako ostatni element tego pierwotnego stanu. Kolejne akapity opisują dzieje ochrony przyrody na tym terenie, podkreślając, że ostatnie poszerzenie granic Białowieskiego Parku Narodowego miało miejsce 15 lat temu - od tamtej pory, mimo licznych apeli organizacji pozarządowych oraz środowiska naukowego, nie udało się objąć ochroną więcej niż 1/6 polskiej części Puszczy. Następny fragment, opisujący przyczyny tego stanu rzeczy, jest często krytykowany w komentarzach na forach czy listach dyskusyjnych. Wynika z niego bowiem, że minister Kraszewski wskazuje demokrację jako główną przyczynę niepowodzeń w poszerzeniu parku narodowego. W tekście znajdziemy zdanie, że do 1989 utworzono w Polsce 22 parki, podczas gdy w III RP - zaledwie jeden. Jest to nieprawda, bowiem po upadku komunizmu powstało ich 8: Drawieński (1990), Poleski (1990), Biebrzański (1993), Gór Stołowych (1993), Magurski (1995), Bory Tucholskie (1996), Narwiański (1996), Ujście Warty (2001). Być może właśnie o ostatni z nich chodziło profesorowi - jako jedyny ten park został powołany już w trakcie obowiązywania przepisów dających samorządom prawo weta. Jednocześnie minister środowiska deklaruje wiarę w społeczeństwo obywatelskie, dialog i porozumienie. Jak wygląda porozumienie wersji resortu - można zobaczyć na przykładzie negocjacji z gminami puszczańskimi, które za 75 mln złotych "zgodziły się" na poszerzenie parku o obszar istniejących już rezerwatów przyrody.
Często poruszanym problemem przy omawianiu kwestii rozszerzenia BPN jest utrata zatrudnienia przez osoby pracujące w zawodach związanych z przemysłem drzewnym. Minister Kraszewski wskazuje na korzyści, jakie lokalne społeczności mogą odnosić z rozwoju ekoturystyki (aczkolwiek do przytoczonego przez niego przykładu wkradł się błąd - miejscowość Ramsar znajduje się w Iranie, a nie w Turcji). Jednocześnie zwraca uwagę, że pracownicy leśni nie będą w stanie szybko przekwalifikować się i odnaleźć w nowej działalności, jaką byłaby dla nich ekoturystyka. Szef resortu chwali Białowieski Plan Rozwoju, opracowany przez swojego poprzednika, nazywając go "jednym z najbardziej ambitnych i najlepszych projektów przyrodniczych", z jakimi przyszło mu pracować. Zaraz jednak przyznaje, że osiągnięty kompromis z gminami puszczańskimi - którego efektem jest park w trzech oddzielnych częściach - nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Nie przeszkadza mu to jednak w bronieniu go i uznawaniu jego osiągnięcia jako sukcesu (choć taka opinia jest mocno dyskusyjna). Wskazuje na zbudowanie dobrych relacji z władzami gmin - nie wiem jednak, na czym opiera ten pogląd, gdyż w różnych innych źródłach można znaleźć bardzo krytyczne głosy samorządów wobec ministerstwa).
Cały akapit został poświęcony organizacjom ekologicznym. Minister na wstępie zaznacza (moim zdaniem niezbyt skromnie), że ich działacze to często jego studenci i doktoranci (taka retoryka niebezpiecznie przypomina mi czasy, kiedy resortem kierował min. Jan Szyszko). Dalej tłumaczy, że zgadza się co do meritum z postulatami zgłaszanymi m.in. przez Greenpeace podczas nie tak dawnej okupacji dachu ministerstwa, ale inaczej widzi drogę dochodzenia do tego celu.
Po ekologach przychodzi czas na leśników. Już pierwsze zdanie części zatytułowanej "Gospodarz lasu: leśnik" może wywołać lawinę polemik: "Lasy Państwowe są jedną z niewielu instytucji resortu środowiska, które nie wymagają większych zmian". Dalej środowisko leśników jest przedstawiane jako grono najbardziej zainteresowane i najbardziej zaangażowane w ochronę siedlisk, m.in. przez prowadzenie programów małej retencji, ochronę cennych drzewostanów czy protestowanie przeciwko naciskom przemysłu drzewnego na zwiększanie pozyskania. Odnoszę wrażenie, że taki obraz, w jakiejś części prawdziwy (każde środowisko jest bardzo zróżnicowane), jest jednak bardzo jednostronny i zupełnie pomija wszelkie nieprawidłowości występujące w Lasach Państwowych (przykładem może być niedawne odebranie RDLP w Białymstoku certyfikatu FSC, świadczącego o spełnianiu wymogów Dobrej Gospodarki Leśnej). Leśnicy pracujący na terenie Puszczy Białowieskiej są grupą najbardziej sprzeciwiającą się rozszerzenie parku narodowego. Robią to tym skuteczniej, że wielu z nich zostało wybranych na miejscowych radnych. Nikt jakoś nie widzi specjalnego konfliktu w tym, że pracownicy instytucji znajdującej się pod kontrolą ministerstwa środowiska jawnie sabotują jego działania. Co więcej - minister Kraszewski w artykule stwierdza, że gdyby użył swoich kompetencji jako zwierzchnika Lasów Państwowych, by zmienić ich nastawienie, byłoby to psuciem demokracji (sic!). Profesor Kraszewski najwyraźniej bardziej przejmuje się wygodą pracy leśników niż ochroną zagrożonych gatunków ptaków - w artykule znajdziemy wypowiedź, że wprowadzenie zakazu wycinki drzew w okresie lęgowym "ogromnie utrudniłoby (...) prace leśników". Według urzędującego ministra wciąż nie znamy granic występowania chronionych gatunków na terenie Puszczy, co w praktyce oznacza, że nie wiemy, jaki obszar należałoby objąć zakazem okresowego pozyskiwania drewna. Słowa te mocno mnie dziwią, ponieważ grono wysokiej klasy ornitologów (żeby wymienić choćby Tomasza Wesołowskiego, Wiesława Walankiewicza, Patryka Rowińskiego czy Eugeniusza Pugacewicza) od kilku dekad prowadzi zakrojone na szeroką skalę badania nad awifauną Puszczy Białowieskiej i doskonale zna rozmieszczenie najcenniejszych gatunków.
Wydaje mi się, że artykuł miał ocieplić wizerunek ministra i pokazać, że myśli on podobnie jak obrońcy Puszczy. Odniosłem jednak wrażenie, że w tym tekście chciał się przypodobać wszystkim stronom sporu - przyrodnikom, leśnikom i samorządowcom - a w efekcie pewnie nie przypodoba się nikomu.
Źródło: Kraszewski A. "Ja też kocham Puszczę", www.rp.pl, (dostęp na dzień 1.09.2010)
Antoni Marczewski
2.09.2010 9:48:58Wygląda na to, że pan minister i jego doradcy mają "gazetowo-internetowe" pojęcie o problemach ochrony przyrody lub też zbytnio generalizują znane fakty. Stanowisko w sprawie wycinki w okresie lęgowym to już "nadepnięcie na grabie", bo poza aspektem biznesowo-formalnym jest aspekt humanitarny: tak jak nie poluje się w okresie lęgowym (czy też ogólnie rozrodczym zwierząt) powinno się zapewnić ptakom spokój wiosną. Można się spierać, czy okres ochronny "bez piły" ma być trochę dłuższy czy krótszy, ale powinien być. Kolejny problem dotyczący prac leśnych to brak stref ochronnych wiekszości rezerwatów przyrody: co z tego, że nie wycina się wiosną w rezerwacie, jeśli piły i inny sprzęt działa tuż przy granicy terenu chronionego do czerwca? Może trzeba zaprosić ministra do puszczy na warsztaty terenowe prowadzone przez biologów, a nie na zebranie w urzędzie gminy, czy starostwie powiatowym?