Pomiędzy eko-terroryzmem, a eko-ignorancją

Przeczytałem na stronie Głosu Wielkopolskiego dwa artykuły o elektrowniach wiatrowych. Jeden z nich dotyczył źle zrobionego raportu oddziaływania na środowisko, który został przyjęty przez RDOŚ. Drugi natomiast traktuje o zasłanianiu się argumentami ekologicznymi dla osiągnięcia innych celów. Treść obu artykułów w linkach poniżej. Oczywiście jestem za tym, aby raporty o oddziaływaniu na środowisko były robione rzetelnie i przez kompetentnych fachowców. Proceder pisania w raportach zza biurka przez niezorientowanych w temacie inwestorów/projektantów/urzędników bezprawnych stwierdzeń „brak oddziaływania na faunę” powinien być piętnowany. Jednakże środowisko przyrodników (przedrostek „pseudo” byłby tu na miejscu), w tym ptasiarzy chyba też jest nieco "umoczone". Z pewnością wielu z was słyszało o inwentaryzacjach robionych na zlecenie, których wynik był z góry ustalony, zanim ktokolwiek poszedł w teren czy też o osobach, stowarzyszeniach, które groziły oprotestowaniem raportu, jeśli inwentaryzacja przyrodnicza nie zostanie zlecona właśnie im. Moim zdaniem jest to postępowanie szkodliwe, tak dla przyrody, jak i samych przyrodników. Właśnie przez takie rzeczy będąc w terenie z lornetką można spotkać się z określeniem „kolejny ekolog terrorysta”, a rzeczowe i merytoryczne protesty są traktowane jako próba wyłudzenia pieniędzy.

Myślę sobie, że zdecydowanie zbyt często na styku przyroda - człowiek wybieramy jedną ze skrajności, balansując pomiędzy eko – ignorancją, a ekoterroryzmem. Mocujemy się, jak stare skłócone małżeństwo, kto silniejszy, czyje na wierzchu, a (co gorsze) w wielu przypadkach chodzi po prostu o pieniądze. Oby jak najczęściej wygrywał eko – rozsądek. Inwestorzy muszą zacząć poważnie traktować kwestię ochrony przyrody. Natomiast specjaliści od wszelkiej maści żywych organizmów powinni traktować swoją pracę przede wszystkim jako misję lub powołanie, a dopiero potem sposób na zarabianie pieniędzy. Taka mała dygresja, wiem, że osoby które powinny to przeczytać raczej nie zerkną na to forum...

A oto wspomniane artykuły:

"EKOLODZY WALCZĄ Z WIATRAKAMI"

"A ŻEBY WAS POKRĘCIŁO"

Marcin Pakuła

Komentarze

AwatarMatys
Mateusz Matysiak

4.03.2010 2:41:23Ja również życzę wszystkim takiego eko-rozsądku, o którym Marcin napisał, bo bez niego będziemy mieć śmietnisko na własne życzenie i na własnym podwórku.

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

4.03.2010 21:44:21O sytuacji jak w artykule decydują Wójtowie, Burmistrzowie, Wojewodowie, Ministrowie, Prezydent a zawsze reprezentują oni zdanie tych których jest najwięcej. Wielu z nich pewnie czuło by się świetnie po prostu robiąc to za co większość dobrze ich ocenia i ceni czy to w mniejszych czy to w większych środowiskach (tzw. wyborców).
Trzeba też pamiętać że Ochrona Przyrody tak dobrze funkcjonująca w Polsce obecnie jak nigdy dotąd nie powstała z naszej inicjatywy tylko prawa EU - cieszmy się z tego. Dostaliśmy ją jako "zbuka" za wejście do EU.
Przed wejściem Polski do EU przyrodnicy lądowali na bezrobociu po ukończeniu szkoły.
Wielu przyrodników najlepszych terenowców dostało pracę i pracuje teraz w RDOŚ, BOŚ, może jeszcze są stłamszeni ale nie długo będą stanowili większość.

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

4.03.2010 22:21:39A tak wogóle Marcin to na Mazowszu mamy też nieźle o ile nie lepiej - lotnisko koło rozlewisk w Modlinie - największy przekręt ekologiczny na Mazowszu zeszłego i tego wieku. Jeden z 4 - 5 "przystanków" migracji gęsi przez Polskę z zachodu na wschód Pradoliną Warszawsko - Berlińską i dalej Pradoliną Warszawsko - Wileńską stanie się przeszłością za kilka lat.

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

4.03.2010 22:38:05Ponieważ piszą tu osoby z różnych regionów - ciekawe co uważacie za największe przekręty ekologiczne które rozgrywają się aktualnie w waszych regionach takie jak Rospuda - udaremnione i jak Modlin nie udaremnione które można było by ochrzcić "przekrętem ekologicznym naszych czasów"?

AwatarMarcin Pakuła
Marcin Pakuła

5.03.2010 7:34:51Przytoczony przez ciebie Jarku przykład Modlina i wielkopolskie wiatraki to przykład, że przyrodnicy w RDOŚ są na prawdę tłamszeni. Też się cieszę z konsekwencji naszego wstąpienia do UE, bo dzięki temu chodzenie w teren stało się nie tylko (tańszą, lub droższą) przyjemnością, ale także doskonaleniem zawodowym ;)
Zastanawia mnie też, wg jakich kryteriów wybiera sie specjalistę od prac terenowych. czy na podstawie ilości zrobionych inwentarek? Fakt posiadania tytułów naukowych, lub członkostwo w organizacjach ekologicznych daje pewien pogląd o zdolnościach kandydata. Jednak skoro nie ma jasnych kryteriów to trudno wybrać odpowiedniego specjalistę. bo nie przecież certyfikatów ornitologicznych. A czasem osoby, które nie kończyły zoologii mają są w terenie o niebo lepsi od absolwentów kierunków przyrodniczych.
Szeroko pojęta faunistyka jest u nas nową profesją, ale wydaje mi się, że ludzie żyjący z chodzenia w teren lub dorabiający w ten sposób mogliby stworzyć jakiś CECH. Większość branży juz cos takiego ma. Może osoby szersze w uszach i bardziej doświadczone niż ja pomyślą o jakimś certyfikacie, czy zrzeszeniu zawodowym, które miałoby markę i gwarantowało pewien poziom.

Awatarektom
Tomasz Bałdyga

5.03.2010 8:35:15przez rok od wejścia "nowej" ustawy kompetencje RDOŚ do uzgadniania inwestycji z II gr (m.in. wiatraki) mieli starostowie, tym sposobem całkiem "nieświadomie" uzgodniono sporo farm bez żadnego udziału RDOŚ, wykluczając oddziaływanie na N2000 ze względu na położenie poza OSO np. AŻ !!! 3 km. ...o jakości raportów szkoda gadać.

AwatarMarcin Pakuła
Marcin Pakuła

5.03.2010 9:11:16No właśnie to mam na myśli, że papierki z rekomendacjami czasami okazują się tyle warte co podobny papier, tylko nieco bardziej szorstki ;)
Nie wiem jak to jest w RDOSiu, ale może ktoś z was wie, czy pracownicy RDOŚ weryfikując Raporty idą w teren i czy tylko sprawdzają to co jest napisane, czy nie ma oczywistych błędów?
Wydaje mi się, że raczej nie bywają w terenie (niech mnie ktoś wyprowadzi z błędu jeśli się mylę), co czyni ich prace zdecydowanie mniej przydatną. Warte ochrony gatunki znajdują się nie tylko w rezerwatach i N2000, ale także w miejscach gdzie nikt by sie tego nie spodziewał i tam należy je chronić. A jeśli RDOŚ dostaje w grudniu raport, do którego ma się ustosunkować do 30 stycznia, to "z pod śniegu wniosków cudem nie wydobędzie". Z drugiej strony jakby wszystko sprawdzać dokładnie to procedura uzyskania decyzji trwała by strasznie długa. Ale jakby nie patrzeć pracownicy RDOŚ powinni znać swój teren. Ciężar spoczywa więc w dużej części na biurach projektowych i osobach tworzących raporty.

AwatarMarcin Pakuła
Marcin Pakuła

5.03.2010 10:17:56Cieszy to co piszesz mydel. Rozsądne "czepianie się" to chyba to czego byśmy od RDOŚiu oczekiwali wszyscy.

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

5.03.2010 19:11:23Polecam slajd 10 i 22 z prezentacji problemów Oceny Oddziaływania na Środowisko: http://czt.zm.org.pl/download/prezentacje/0912-senat_oos.pdf
Większość problemów jest doskonale wytłumaczona w tej prezentacji jeśli chodzi o inwestycje.
Nie jest wytłumaczony jednak problem wydatkowania pieniędzy prywatnych, państwowych oraz EU zarówno przez firmy prywatne jak i państwowe oraz samorządowe na OOŚ.
A jak w praktyce inwestorzy radzą sobie z samowolą inwestycyjną i omijaniem OOŚ na przykładzie Waw:
W Warszawie brak jest aktualnie Planów Zagospodarowania Przestrzennego na większości powierzchni co umożliwia powszechną pożliwość nadużyć architektonicznych i właściwie samowolę inwestorów pod względem architektonicznym oraz OOŚ. Sytuacja braku PZP jest bardzo korzystna dla inwestorów (najczęściej z pod ciemnej gwiazdy) którzy są jednostką zlecającą wykonamie OOŚ i materiałów do decyzji o warónkach zabudowy - forma zastępcza w przypadku braku PZP. W efekcie jeśli inewestor chce postawić wierzowiec na ul. Żelaznej w Waw nie ma formalnych możliwości zabronienia mu tego.
Inwestorzy usilnie starają się konserwować tą sytuację robiąc powszechną nagonkę na Panią Prezydent Gronkiewicz która chce zostawić po sobie Warszawę z Miejsscowymi Planami Zagospodarowania Przestrzennego - niszczą ją politycznie - ale kobieta jest odporna i oby jak najdłużej.
W tej sytuacji inwestorzy widząc że czasy mlekiem i miodem płynące mijają - szyszczenie pani Prezydent nie daje skutku, lobbują w dzielnicach by w zlecanych aktualnie PZP W OGÓLE nie wpisywać obecności żadnych form ochrony - czyli w OOŚ dla PZP nie wykazuje się w dzielnicach w Warszawie obecności nawet wron!!! Nie ma potem konieczności wykonywania OOŚ dla inwestycji.
Wyobraźcie sobie że czytacie 150 stron Oceny Oddziaływania na Środowisko w której znajduje się jedno zdanie: "Na obszarze objętym projektem PZP nie stwierdza się występowania gatunków chronionych". W takich wypadkach opinia na temat dokumentu może być jedna: "Projekt PZP zawiera zdanie "powyższy cytat" w gdy na terenie występują 42 gat stale lęgowych gatunków ptaków....ssaków... płazów... gadów... ryb.... roślin i innych organizmów chronionych... co podważa merytoryczność dokumentu, w związku z czym wnioski, wskazania, sugestie oraz jakakolwiek część projektu... nie powinna być użyta w jakichkolwiek dokumentach administracji rządowej państwowej lub samorządowej a całość opracowania powinna zostać wykonana ponownie bez użycia jakiegokolwiek fragmentu dokumentu przedłożonego..."

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

5.03.2010 19:21:26Napisałem to po to by inni wiedzieli na co powinniśmy być aktualnie uczuleni.
Jeszcze o Modlinie - MOŚ nie włączyło go do obszarów Natura 2000 ze względu na lobbing wybudowania lotniska a w konsekwencji możliwość zadziałania Trybunału EU - tak się to robi...

AwatarJarekMatus
Jarek Matusiak

5.03.2010 20:03:52Żeby było jasne nie postrzegam tej sytuacji jako tragedii - raczej mnie to bawi ponieważ inne gatunki są podobne do nas i przypomina się mi przysłowie dziadka - "tylko foka ma łapy od siebie" - wszystko polega na ciągłym przeciąganiu w swoją stronę - zawsze - w każdej rozmowie i wytrwałości - nawet ci po przeciwnej stronie barykady to docenią i będzie się za to szanowanym.
I jeszcze jedno przysłowie - zabawne które ostatnio usłyszałem - afrykańskie "antylopa musi zawsze biec szybciej od geparda by nie zostać upolowaną a gepard zawsze musi biec szybciej niż antylopa by ją upolować" - ochrona przyrody to ciągła zabawa, choć może dla nas poważna ale zawsze trzeba wyprzedzać i odczytywać plany ludzi którzy mają przeciwne zamiary.

Awatarpwyl
Przemysław Wylegała

7.03.2010 18:00:05Czy przytoczony artykuł dotyczący farm wiatrowych w Dusznikach i Pożarowie miał być przykładem pokazującym ekoterrorystów z organizacji pozarządowych?
Jeśli tak to muszę stanowczo zaprotestować. Zarówno PTOP "Salamandra" jak i OTOP już w killku sprawach (np. sprawa Neru, Wielkiego Łęgu Obrzańskiego, Jeziora Zgierzynieckiego i kilku farm wiatrowych) wojuje z RDOSiami dla których standardem jest stanie po stronie inwestorów. W każdej z tych spraw raporty przygotowywane były przez osoby z tytułami profesorskimi. A ich jakość była taka, że nadawały się co najwyżej do wytarcia nimi tyłka. Nie może być zgody na taką sytuację. Nawet jeśli w głębi ducha wiemy że dana inwestycja nie powinna znacząco negatywnie oddziaływać na środowisko nie można takich spraw odpuszczać (przykładem może być farma wiatrowa Pożarowo).
Jednocześnie organizacje te (lub ich pracownicy) biorą udział w przygotowywaniu raportów oddziaływania na środowisko rożnych inwestycji, w tym farm wiatrowych. Czy to źle? Nie widzę w tym nic złego. Oczywiście jeśli są wykonywane zgodnie z najlepszą wiedzą przyrodniczą i zgodnie z sumieniem. Łatwo jednak w takich przypadkach paść ofiarą oskarżeń że z jednej strony robi się coś dla inwestora (raport) a z drugiej strony się protestuje. Tak mogą jednak myśleć tylko osoby z założenia traktujące raporty środowiskowe jako robione pod inwestora.

AwatarMarcin Pakuła
Marcin Pakuła

8.03.2010 7:04:58Przemku wręcz przeciwnie!! Chodziło raczej o ekoignorancje RDOSiu, w ktorym zapewne przyrodnicy są (moim zdaniem) stłamszeni. Chciałem też zwrócić uwagę na niesprawiedliwe oceny jakie są wystawiane ornitologom. Wystarczy jeden dobrze nagłośniony przypadek ekoterroryzmu, aby kazdy z lornetką był przez "tubylców" traktowany jak wróg. Pod tym co napisałeś podpisuję się obiema rękami. Tak jak pisałem raporty trzeba przygotowywac zgodnie z najlepszą wiedzą. A co do robienia czegos dla inwestora (raczej inwentarki niz raportu) a potem oprotestowywania, to dlaczego nie skoro wnioski z inwentarki zostały np. zbagatelizowane? Inwentarka to praca, za którą dostaje się wynagrodzenia, a oprotestowywanie to sprzeciw przeciwko niszczeniu środowiska. Zlecenie inwentarki nie powinno być sposobem zamykania ust przyrodnikom.
Szeczerze popieram wasze wojowanie z RDOSiem

Dodaj komentarz

Dostęp do tej części strony wymaga zalogowania.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się »