O ochronie przyrody przy świątecznym stole

Za kilka dni święta, które większość z nas spędzi w rodzinnym gronie. Świąteczna atmosfera i pełne żołądki zachęcają do długich rozmów, w których nie da się też uniknąć pytań o nasze pasje, sympatie i poglądy, nasz stosunek do przyrody i jej ochrony. I tutaj często pojawia się problem, gdyż często ze zdziwieniem odkrywamy, że nasi najbliżsi wcale nie podzielają naszego zapału do ratowania Rospudy czy do idei parku narodowego w całej Puszczy Białowieskiej. Nagle okazuje się, że żyjemy w różnych światach i mówimy różnymi językami.

Często nasze pasję są traktowane co najwyżej jako nieszkodliwe dziwactwo a zrozumienie znajdujemy jedynie wśród podobnych do nas ludzi. Stąd też zaczynamy żyć w pewnej izolacji i ułudzie, że związki człowieka z przyrodą są czymś wrodzonym i wręcz niezbędnym do życia każdej jednostki. Nie potrafimy sobie wyobrazić, że ktoś może nie zachwycać się schodem słońca na bagnach lub widokiem sóweczki w pierwotnym lesie. Będąc mocno zaangażowanym w działania na rzecz ochrony przyrody łatwo jest popaść w przekonanie, że jest to jedynie słuszna idea i wszyscy, którzy się z nią nie zgadzają są naszymi wrogami. Wówczas okopujemy się mocno na swoich pozycjach i trudno jest nam rozmawiać z ludźmi o innych poglądach lub z tymi, którym jest to obojętne. Polaryzacja ta staje się jeszcze bardziej ostra w obliczu kryzysu ekonomicznego, kiedy coraz częściej słyszy się zarzuty, że człowiekowi poświęca się mniej uwagi niż robaczkom i ptaszkom. Jeżeli uświadomimy sobie, że na jednym z bardziej aktywnych portali przyrodniczych do jakich niewątpliwie zalicza się Birdwatching.pl jest nas zaledwie kilkaset osób, to może jednak warto zastanowić się jak trafić podczas świątecznych rozmów do tych, którzy patrzą na świat trochę inaczej.

 

Fot. 1: Liczebność mazurka w Anglii w okresie ostatnich 40 lat spadła o 80% (fot. Karol Zub).

Do takich niewesołych refleksji skłonił mnie felieton zamieszczony na Birdguides (http://www.birdguides.com/webzine/article.asp?a=3032) autorstwa Harry’ego Rutherforda. Dotyczy on oświadczenia brytyjskiego Kanclerza Skarbu George’a Osborne’a, który w swoim ostatnim wystąpieniu stwierdził, że ochrona przyrody nie może stanąć na drodze rozwoju ekonomii, mając tu na myśli głównie dyrektywy Unii Europejskiej dotyczące ochrony siedlisk i ptaków. Autora wspomnianego felietonu napawa niepokojem fakt, że ktoś patrząc na łąkę lub bagna widzi tam tylko miejsce na kolejne pole golfowe lub lotnisko. Mnie przeraziło to jeszcze bardziej, biorąc pod uwagę stopień świadomości ekologicznej Brytyjczyków, nie wspominając już o ich zaangażowaniu w działalność wszelkiego rodzaju organizacji i stowarzyszeń na rzecz ochrony przyrody. Wydaje mi się, że zarówno w Wielkiej Brytanii jak i w Polsce funkcjonuje podobne zjawisko, którym jest przekonanie, że stan zachowania rodzimej przyrody jest naprawdę świetny. Któż bowiem pomyśli idąc przez rozkwieconą łąkę i słuchając śpiewu ptaków, że coś może być nie tak. Jednak fakty mogą zupełnie inne od obiegowych opinii i naszego przekonania. W tym samy czasie co oświadczenie Kanclerza Skarbu ukazał się także raport DEFRA (Department for Environment, Food and Rural Affairs), mówiący o stanie populacji ptaków w Wielkiej Brytanii w latach 1970-2010. Przyznam, że lektura tego dokumentu (http://www.defra.gov.uk/statistics/files/Wild-bird-populations-in-England-1970-2010-National-Statistics-Release.pdf), pełnego suchych danych statystycznych jest naprawdę wstrząsająca. Wynika z niego bowiem, że liczebność ptaków krajobrazu rolniczego spadła w Wielkiej Brytanii w okresie ostatnich 40 lat o ponad 50%! Oznacza to, że dla niektórych gatunków były to spadki katastrofalne, rzędu 90% w przypadku kuropatwy, turkawki i potrzeszcza, a w przypadku szpaka i mazurka o 80%. Jeżeli chodzi o ptaki leśne sytuacja jest trochę lepsza, gdyż ich liczebność obniżyła się „zaledwie” o około 20%, ale to tylko dlatego, że pospolite i łatwo adaptujące się gatunki, takie jak dzięcioł duży czy kowalik mają się całkiem nieźle. Jednak w przypadku gatunków bardziej wyspecjalizowanych sytuacja wygląda znacznie gorzej, bo na przykład liczebność dzięcioła średniego spadła o 70%. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku ptaków wodno-błotnych, gdzie ogólny trend jest stabilny, jednak gatunki bardziej wyspecjalizowane, szczególnie te zamieszkujące podmokłe łąki, również zanotowały spadki liczebności o ponad 40%. Jaka nauka płynie z tego dla nas? Skoro kraj o znacznie wyższym poziomie świadomości przyrodniczej i posiadający silne organizacje ekologiczne poniósł takie straty, to w przypadku Polski mamy dużo więcej do zrobienia aby zapobiec podobnej sytuacji.

 

Fot. Nawet w kraju o wysokiej świadomości ekologicznej społeczeństwa jakim są Niemcy, można dostrzec opór przed tworzeniem nowych obszarów chronionych (fot. Kamil Bartoń).

Fot. 2: Nawet w kraju o wysokiej świadomości ekologicznej społeczeństwa, jakim są Niemcy, można dostrzec opór przed tworzeniem nowych obszarów chronionych (fot. Kamil Bartoń).

Co więc powinniśmy powiedzieć przy świątecznym stole aby trafić do naszych rozmówców? Jak powiedziała kiedyś zajmująca się ochroną przyrody prof. Emma Johnston - „Wolę jechać po moście opartym na faktach niż po moście opartym na opiniach”. Może więc warto poznać te fakty aby uzmysłowić innym, że mamy jeszcze wiele do stracenia, że żyjemy w błogim przeświadczeniu o dobrym stanie zachowania naszego środowiska, które to przekonanie może wkrótce okazać się bardzo złudne. Podejrzewam, że NATURA 2000 jest zarówno dla wielu Brytyjczyków jak i dla naszych rodaków jednym z najbardziej znienawidzonych pomysłów Unii Europejskiej, ale może jednym z niewielu, który przyniesie realne korzyści dla naszej przyrody. Widać to już na przykładzie Puszczy Białowieskiej, gdzie kolejny plan urządzania lasu został podporządkowany projektowi zasad zagospodarowania na obszarach NATURA 2000, narzucając wiele ograniczeń, które mogą być znacznie trwalsze niż zmieniające się co chwila decyzje naszych urzędników. Jednak nigdy nie zapewnimy trwałej ochrony przyrody bez zmiany naszej świadomości. Może więc przy wigilijnym stole warto też zaapelować do głębszych uczuć naszych rozmówców i pokazać im, że liczy się nie tylko nasz doraźny interes, gdyż wówczas nie będziemy różnili się od innych gatunków, które na ślepo pędzą do zwiększenia swojej liczebności i dominacji. Jako istoty świadome musimy wziąć też odpowiedzialność za los naszego środowiska i może atmosfera świąt sprawi, że łatwiej nam będzie zaakceptować taki punkt widzenia.

Karol Zub
Instytut Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk w Białowieży

Komentarze

AwatarJSt
Jarosław Stepaniuk

19.12.2011 10:32:28Nie ma szans niestety na szersze zrozumienie tych problemów w społeczeństwie. Próbować trzeba, starać się też - ale to orka na ugorze, że pozwolę sobie na takie, nie wiem skąd przypomniane porównanie. Brałem udział w kilku spotkaniach dotyczących problemów ochrony przyrody - ogólnie mówiąc. Wnioski z nich w przeważającej większości były dość smutne niestety.
Próbować trzeba a wręcz należy! Ale ciężko będzie :-(

Wesołych Świąt i Nowego Roku.

Awatarkarolzub
Karol Zub

19.12.2011 10:57:42Jarku, oczekiwałem po Tobie więcej optymizmu :-)

Awatarszycho
Tomasz Szyszko

19.12.2011 11:06:40Karolu, więcej optymizmu powiadasz...
U mnie w gminie była ostatnio wojna 'z wiatrakami'. Wiatraków nie będzie, ale zanosi się na fermę norek...
Tak, czy siak fajny tekst - daje do myślenia.

AwatarJSt
Jarosław Stepaniuk

19.12.2011 11:42:38Cóż. Pesymista to taki optymista, który się zmierzył z tematem. Może jestem w błędzie - to z przyjemnością i radością ogłoszę, że się pomyliłem:-)

AwatarJSt
Jarosław Stepaniuk

19.12.2011 11:56:00Byłem prelegentem na jakimś tam spotkaniu. Pokazywaliśmy zdjęcia ptaków rozwalonych w wyniku uderzeń o konstrukcje metalowe. Jeden z biorących udział w spotkaniu Burmistrzów jakiejś tam gminy czy czegoś tam radośnie za każdym razem podkreślał, że jego zdaniem to efekt nie kolizji, a na przykład nadmiaru cholesterolu w organizmie ptaka. Stąd zejście śmiertelne (ptaka - nie Burmistrza). Taki wesołek jest z tego burmistrza!
Spora część sali (inni Burmistrzowie i tacy tam) rechotali równie radośnie (może mniej nieco donośnie) jak Głównorechoczący. Po spotkaniu wnioski - przypieprzamy się nie wiadomo do czego, jak drwa się rąbie to wióry lecą, a kilka ptaszków nie może być powodem do ograniczania inwestycji, bo w końcu to człowiek jest najważniejszy! A dla człowieka prąd, postęp, inwestycje, komfort życia najważniejszy - a nie jakieś tam żabki czy motylki!
No i kto winien, że ptaki mają za dużo cholesterolu? :-(

AwatarBIRDPAINTING
Michał Molicki

19.12.2011 19:18:20Edukacja ekologiczna leci na łeb na szyję. Szkoły także mało wnoszą. W swoich programach mają niewiele miejsca na ciekawe dyskusje o ochronie przyrody, że już nie wspomnę o różnych wyjściach w teren. Później nie ma co się dziwić, że rośnie nam byle jaki naród, liczący na korzyści z nowych inwestycji kosztem przyrody. Walczyć trzeba, prostować to co skrzywione. Nasz naród stawia na bzdurne teorie. Promowanie bylejakości jest na porządku dziennym.

AwatarDawid Panasiuk
Dawid Panasiuk

19.12.2011 20:47:49Michał trafił w sedno sprawy nic dodać nic ując.Co do artykułu to smutny ale prawdziwy.

Awatarkarolzub
Karol Zub

19.12.2011 20:59:18Gdzieś na pewno tkwi błąd bo nie bez powodu robimy krok wstecz. Warto jednak mieć świadomośc , że tak się dzieje i temu zapobiegać.

AwatarBIRDPAINTING
Michał Molicki

19.12.2011 22:21:45Brakuje nam zaplecza edukatorów, którzy dotrą do wielu ludzi na każdym poziomie - społecznym, ekonomicznym itd. Musimy w takiej edukacji współpracować z innymi instytucjami i pokazywać tym niedouczonym osiągalne możliwości. Na przykładzie myśliwych - ich propagandowe zapędy edukacyjne pozostaną w głowach małych ludzi bo wydaje się im, że nie mają konkurencji. Miłośnicy przyrody zawsze mieli wiatr w oczy ale dzięki temu mamy wiele miejsc cennych, parki narodowe itd. Szkoda spać, trzeba działać bo życie stygnie. Wiedza, fakty to nasz atut a nie bajania ludzi na temat złych ekologów i pozytywnej selekcji poprzez odstrzał. Każdy pretekst jest dobry by obejść prawo i je zmienić na korzyść strony trzymającej władzę. Nie ma tu miejsca na przyrodę. Na szczęście nie wszyscy jeszcze mają klapki na oczach.

AwatarPrzemko
Przemysław Stolarz

19.12.2011 23:07:13Znam wielu "technokratów z przekonania", ale pokażcie mi jednego, który przeżyłby 10 minut bez tlenu albo tydzień bez jedzenia i picia. Ludzie nie czują, że są częścią przyrody, np. gorszą się albo oburzają, gdy ktoś powie, że mają w środku takie same, albo bardzo podobne instalacje, jak inne zwierzaki (albo, że mają 40-50% wspólnych genów z bananem czy kartoflem). Osoby chodzące z psem czy kotem do weterynarza dziwią się często, że ich podopieczny choruje na to samo co właściciel, a nawet musi brać takie same lekarstwa! Nadal są osoby, które wolą sztuczny trawnik (czyli zielony dywanik) od naturalnego i plastikową choinkę od żywej w ogrodzie, ale powoli lecz trwale zaczyna się to zmieniać. Trzeba o problemach przyrody rozmawiać zawsze gdy jest okazja, ale nie z pozycji fundamentalisty. Od czasu gdy podarowałem moim znajomym różne krzaczki i drzewka, które na szczęście przyjęły się, rosną i kwitną, nastawienie wielu z tych osób do żywej przyrody wyraźnie się poprawiło. Gdy po latach na takim drzewie osiedlą sie ptaki to będzie wielki sukces - czego wszystkim życzę (u siebie na razie miałem 23 gatunki).

AwatarBIRDPAINTING
Michał Molicki

20.12.2011 21:35:06Wszystkim ptakolubom w te Święta Bożego Narodzenia życzę dużo mocy, zdrowia i zrozumienia w trudnej walce z zagrożeniami przyrody. Życzę Wam optymizmu, wiary w siebie i własne działania, a co najważniejsze wiary w ludzi. Do ludzi trafiajmy, a przede wszystkim do dzieci. Cieszmy się z każdego trzepotu skrzydeł.
Wszystkiego dobrego.

21.12.2011 11:37:05
W artykule (komentarzach zreszta tez) widze sporo sprzecznosci.
Z jednej stron Panowie o te Przyrode chca WALCZYC - jak sie
walczy, to nie tylko O COS ale tez Z KIMS. Potem lamanie oplatka ? Z kim ?
Z WAS i NAS robia sie naraz MY ?
Wiarygodne ?. Dla mnie nie.

Michal napisal:

"Na przykładzie myśliwych - ich propagandowe zapędy edukacyjne pozostaną w głowach małych ludzi bo wydaje się im, że nie mają konkurencji."

nie tylko w stosunku do "malych" ludzi wiecej niz aroganckie powiedzialbym.

Tak trzymac i nie popuszczac.
Wesolych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku.

Awatarkarolzub
Karol Zub

21.12.2011 12:55:10Chyba nie o to chodzi aby walczyć dla samej walki (chociaż są i tacy), ale aby osiągnąć pożądany efekt co powinno prowadzić do osiągnięcia porozumienia. Problem polega na tym, że kiedy zaczynamy poruszać się w świecie ideologii i opinii a nie racjonalnych argumentów to trudno jest znaleźć jest wspólny język. Często rozmowy pomiędzy zwolennikami różnych rozwiązań sprowadzają się do udowadniania kto ma rację a nie do osiągnięcia kompromisu. Kompromis nigdy nie zadowala żadnej ze stron, ale pozwala zbliżyć się do celu. Tak się dzieje m. in. ze staraniami o ochronę Puszczy Białowieskiej. Można by stać na stanowisku, że albo park narodowy albo nic, ale znacznie lepiej jest powiedzieć, że zgadzamy się na tymczasowe rozwiązania, chociaż i tak nadal będziemy dążyli do objęcia tego obszaru parkiem.

21.12.2011 15:56:08Kompromis w sprawie PB moglby z mojego - laika w gruncie rzeczy -
punktu widzenia , wygladac w ten sposob ze ten kawalek lasu zostalby podzielony
miedzy zwolennikow narodowej swietosci i innych. Jedni mogliby spokojnie
kontemplowac naturalna naturalnosc w swietym gaju inni potrenowac ekologiczna
uprawe desek w kawalku lasu. Co sie absolutnie nie wyklucza. I juz dawno
winno miec miejsce.
Tymczasowosc innych kompromisow polegajaca na partnerstwie i podaniu reki
komus, kto w drugiej trzyma noz za plecami, by przy pierwszej nadarzajacej sie
okazji poderznac "partnerowi" gardlo i - uzywajac slow pewnego ekografomana
z gazety wyborczej - wyrzucic go z lasu, nie jest specjalnie atrakcyjna perspektywa
na przyszlosc. Dla nikogo.

Pisze Pan powyzej o "marnej kondycji swiadomosci przyrodniczej" w spoleczenstwie -
nie podzielalbym tego pesymistycznego zdania. W ostatnich 20 latach duzo sie
zmienilo pod czapka przecietnego Kowalskiego w gestii postrzegania przyrody,
wartosci ktora owa przedstawia. I jesli dalej postepuja zmiany owego postrzegania
to maja owe raczej pozytywny charakter. To, ze z drugiej strony organizacje przyrodnicze, ekologiczne stracily /traca kredyt spolecznego zaufania, ktorym cieszyly sie do niedawna w znacznie wiekszym stopniu, nie wynika z tego ze - jak ktos ladnie powyzej napisal:
"Nasz naród stawia na bzdurne teorie."
Przyczyny tkwia zdaje sie gdzie indziej.

Cala reszta - ?

Walczmy dalej.

pozdr.

Awatarkarolzub
Karol Zub

21.12.2011 18:06:14Nie sposób nie zgodzić się z tą opinią, że poziom świadomości przyrodniczej rośnie w naszym społeczeństwie, ale jeszcze szybciej rośnie nasz apetyt na konsumpcję wszelkich dóbr. A tu już trudno o kompromis i stąd też pewne idee, które były do zaakceptowania 20 lat temu teraz nie znajdują popracia, choćby idea parków narodowych czy tzw. ochrony konserwatorskiej. Niestety, po hasłem "czynnej ochrony" daje się przemycić wiele działań wcale przyrodzie nie służących. A co do Puszczy Białowieskiej to nie zgodziłbym się na żadne podziały. Jest to jedyne tego rodzaju miejsce na świecie, więc dlaczego miałoby służyć produkcji desek?

21.12.2011 20:03:53@KarolZub

"A co do Puszczy Białowieskiej to nie zgodziłbym się na żadne podziały. Jest to jedyne tego rodzaju miejsce na świecie, więc dlaczego miałoby służyć produkcji desek? "

To podejscie mi nie wyglada specjalnie na jakas gotowosc do kompromisu. Z niego
wynika chyba to ze druga strona broni praw do kazdego krzaka jak okopow
swietej trojcy. Jaka postawie zajmnie przecietny Kowalski, ktoremu przyjdzie
calosc sfinansowac - nie wiem. Trudno w tej chwili przewidziec na ile racjonalnosc
takiego podejscia - wszystko albo nic - znajdzie zrozumienie u spoleczenstwa,
ktore z "zakonserwowanej" Puszczy bedzie moglo korzystac tak samo jak
z obrazu Czarnej Madonny w Czestochowie.
pozdrawiam

Wesolych Swiat

AwatarPrzemko
Przemysław Stolarz

21.12.2011 21:02:04Zgodzę się z randrzejem, że potrzebny jest kompromis oparty na konkretach: każdy ma swój ulubiony las, o który chciałby walczyć. W mojej okolicy jest to często sosnowy lat posadzony po wojnie, w którym to lesie na spacerze można patrzeć tylko w prawo, bo po lewej są sterty śmieci.
W mieście bywa to krzywe drzewo między trzepakiem i śmietnikiem (ale dla kogoś może to być coś jak ostatnie drzewo z "Rapa Nui"). Niestety w Polsce wypada po ok 0,25 ha lasu na obywatela i teoretycznie byłoby dobrze gdyby każdy decydował o "swoim" kawałku. Dlaczego jedna osoba ma decydować o tysiącach hektarów, a druga ma nie mieć żadnego głosu? W przypadku Puszczy Białowieskiej kompromis może polegać na tym, czy park ma obejmowac 60% Puszczy, a lasy gosdpodarcze 40, czy ma być odwrotnie, a może 50/50. Nie jest kompromisem podział 0/100 albo 10/90.
Jeżeli ktoś wyjątkowo kocha las, to może sobie kawałek kupić albo posadzić i będzie to w jego życiu bardzo pouczające doświadczenie.
Z drugiej strony robienie pozornego wielkiego parku narodowego (gdzie i tak drzewa będą wycinane z niekoniecznie racjonalnych powodów i w niekoniecznie optymalnych terminach) w obecnych realiach biurokratycznych ma niewielki sens.

Awatarkarolzub
Karol Zub

21.12.2011 22:19:10To niestety smutna prawda, że niedofinansowane parki narodowe nie spełniają swojej roli, jednak mówienie o Puszczy jak o każdym innym lesie to lekka przesada. To nie o to chodzi, że jakiś Wajrak czy inny naukowiec lubi akurat ten las, ale o rzeczywistą wartość tego obszaru. To tak jakby powiedzieć, że skoro brakuje mieszkań to może część Pałacu Królewskiego w Warszawei przekazać deweloperom i zrobić tam apartamenty. W przypadku takich obiektów nikt nie dyskutue o podziale 50/50 a Puszcza jest znacznie większym skarbem narodowym. Poza tym w dobrze pomyślanym Parku można korzystać z jego wszystkich walorów.

Awatarkarolzub
Karol Zub

21.12.2011 22:23:42Przepraszam, miał być Zamek Królewski :-)

AwatarTomek Tańczuk
Tomek Tańczuk

22.12.2011 8:54:16Wleję trochę optymizmu w tym okresie przedświątecznym... Moja żona realizuje w swojej szkole podstawowej swój program autorski ornitologiczno-językowy dla dzieci. Jest naprawdę duże zainteresowanie. Dzieci wychodzą w teren z lornetką i uczestniczą w zajęciach w szkole. Szczegóły tutaj:
http://www.facebook.com/pages/Projekt-ornitologiczno-j%C4%99zykowy/112222128868093

22.12.2011 13:25:58@Karol Zub

"Poza tym w dobrze pomyślanym Parku można korzystać z jego wszystkich walorów. "

Po pierwsze nie w POLSKIM parku narodowym, po drugie korzystanie z walorow
parku, puszczy stoi w sprzecznosci z nasza koncepcja parkow narodowych.

Druga sprawa to realia czyli deklaracje i rzeczywistosc. Wystarczy upublicznic
ilosci drewna pozyskiwane w parkach narodowych czy tez zestawic ilosc zastrzelonych
zwierzat kopytnych na tych terenach z przecietnym pozyskaniem zwierzyny na terenie
obszaru calego kraju by uzmoslowic przecietnemu obywateolwi, iz niektore
zalozenia funkcjonuja jedynie na papierze i przy biurkach waskiej grupy ludzi
propagujacych ortodoksyjne formy ochrony przyrody.

Po trzecie - dla stanu przyrody w CALYM kraju nie jest istotnym czy Swiety Gaj kolo
Bialowiezy bedzie rozciagal sie na powierzchni 60 tys. km2 czy 30 tys. km2.
To ma znaczenie jedynie dla bardzo waskiej grupy ludzi. Ograniczenie regresu
gatunkow o ktorych Pan wspomina w artykule jest mozliwie TYLKO dzieki zaangazowaniu UZYTKOWNIKOW przyrody. Rolnikow, lesnikow i mysliwych.
Czyli srodowisk kreowanych tutaj i gdzie indziej na WROGOW przyrody.
Wykoszona od srodka laka, zostawienie kawalka uprawy bo tam akurat gniezdzi sie
to czy owo, rezygnacja ze sciecia drzewa ( bo gniazdo ), ktore maja miejsce
jako dobrowolna, swiadoma, nie determinowana przepisami i paragrafami
dzialanosc maja priorytetowe znaczenie - przywiazanie sie gdzies do drzewa,
akcja medialna czy stwierdzenie stanu faktycznego - monitoring itp.
sa dzialanosciami marginalnymi. O marginalnym znaczeniu.
Ochrona przyrody spoczywa w gruncie rzeczy na barkach jej "wrogow". Jesli sa srodki mozna okreslone zachowania "kupic".
Ale jesli tych srodkow nie ma ?.
W czesci dzialan organizacji zwacych sie przyrodniczymi czy - modniej -
ekologicznymi, nacechowanych bezkompromisowscia i konfliktogennoscia
sa elementy destrukcyjne. Na dluzsza mete pielegnowanie tego konfliktu -
"walki", o ktorej czesto jest mowa powyzej okazac sie moze kontraproduktywnym.
Dla kogo - ?

22.12.2011 17:32:59Jakiś czas temu na liście mailingowej zrobiłem zestawienie ministrów ministerstw ds. środowiska i podobnych. Zastanowiło mnie że najczęstszym zawodem obecnych ministrów w naszym regionie był: prawnik - 3 ( włącznie z RP), następnie "polityk" - 3 inżynierowie różnych nauk technicznych - 5 (w tym Białoruś, Ukraina, Rosja nie należące do EU); magister teologii - 1, rolnik - 1, lekarz - 1.
Ponieważ zmiany w wykształceniu osób zasiadających na tych "stołkach" zmieniły się w ciągu ostatnich 3 lat na początku sądziłem że chodzi o ogłoszenia "kryzysu" - i sądziłem że jest to reakcja podobna do reakcji ekonomicznej ograniczania wydatków na "dobra wyższego rzędu" do których można zaliczyć wydatki na utrzymanie środowiska. Ale jeśli by tak było to wydatki na to "dobro" powinno maleć - tymczasem rosną!!!
Widać że w krajach z poza EU gdzie ochronę przyrody ma się chyba na najniższym poziomie osadzono techników by obecnie prawdopodobnie hamować tędy ochrony przyrody.
W Europie zaś u 6 naszych sąsiadów włącznie z nami na stołkach zasiadają różnego typu z zawodu "politycy" a sądząc po życiorysach jest to wyłącznie kolejny krok w karierze politycznej bez związku z poprzednimi zajęciami.
Wygląda na to że w związku z większymi wydatkami w EU na ochronę środowiska garną się do niej osoby które widzą w niej dochodowe zajęcie lub kolejny krok w karierze bez związku z przeszłością i prawdopodobnie przyszłością. Z pewnością są to jednak osoby lojalne osobom które ich na te stołki wsadziły - w polityce nie ma innej opcji. Kwestia co osobami osadzającymi kieruje. Na niższych szczeblach dzieje sytuacja jest identyczna jeśli chodzi o zdobywanie środków EU na ochronę przyrody.
Tymczasem nasz Prezydent z tej samej partii co Premier nawiązuje stosunki dyplomatyczne z chinami gdzie nie ma ani ustawy ochronie środowiska ani ministerstwa środowiska- w Europie podobna sytuacja panowała w epoce bumu przemysłowego i feudalizmu przed ponad 100laty. Działanie to jest wyrazem konsekwencji stanowiska z przed wyborów gdy Tusk w koalicji zachwalał chiny i że Polska mogła by być takim tygrysem Europy jak chiny tygrysem Azji.
Oba zjawiska pojawiania się ludzi dla kariery mających często silne układy i partie za sobą oraz brania wzorców gospodarczych z chin bardzo mnie martwią bo przyrodnicy w tym układzie mają niewielkie szanse - nie chcę pisać nie mają szans - a co ze się będzie działo ze środowiskiem?

22.12.2011 17:44:21Choć może się mylę i nasz prezydent nie pojechał do chin uczyć się gospodarowania czy ochrony środowiska tyko może pojechał tam szukać pieniędzy które znikneły z EU co doprowadziło do kryzysu ;-)

22.12.2011 19:06:08A swoją drogą właściwie jestem pewien że właśnie obecny kryzys wywołuje to że zwiększanie nakładów - większa ilość pieniędzy w ochronie środowiska w EU przyciąga na stanowiska polityczne i urzędnicze rozdysponowujące środki finansowe właśnie różnego typu osoby z zakresu polityki najczęściej z zawodu, historyk, politolog, nauki polityczne itp. nie mające związku nie tylko z ochroną środowiska ale też naukami technicznymi, zarządzaniem, ekonomią, wiedzą biologiczną.
Doszło do sytuacji gdy w obecnym kryzysie zarobki w dzieninie OŚ są atrakcyjne dla polityków czy urzędników którzy stracili pracę w innych dziedzinach i za pomocą układów "osadzają się na wybranych przez siebie" stanowiskach OŚ. Jest to możliwe ponieważ w każdym urzędzie właściwie wszystkie stanowiska kierownicze pochodzą z nadania w praktyce partyjnego - spadek po przyzwyczajeniach z epoki Komunizmu który jest dość wygodny i pomijany w dysputach publicznych/partii.
Szczerze mówiąc współczuję wszystkim osobom z wykształceniem technicznym, inżynieryjnym nawet ekonomicznym czy zarządzaniem a również przyrodniczym które będą musiały mieć dczynienia w urzędach z osobami nie mającymi zielonego pojęcia o czym np. taki leśnik, rolnik, inżynier górnictwa, telekomunikacji czy drogownictwa mówi.
Nawet osoby po takich kierunkach jak ochrona środowiska, kształtowanie krajobrazu mają wiedzę wydaje mi się "nie stosowną" do obecnych czasów i oderwaną od rzeczywistości.
Wydaje mi się że cała koncepcja nauczania "specjalistów" ds. ochrony przyrody jest obecnie niewłaściwa.
Ponieważ osoba przychodząca do urzędu np. górnik czy hydrotechnik, rybak, rolnik, leśnik spodziewał by zastać w urzędzie zastać osobę która zmodyfikuje jego np. wniosek - koncepcji inwestycji lub wskaże sposób modyfikacji by można ją było zrealizować w sposób jak najmniej szkodliwy dla środowiska. Po prosu interesant kierując się do urzędu nie był by odsyłany po oceny, ekspertyzy itd. gdyż kompetentny urzędnik lub urzędnicy byli by w stanie sami takie oceny wykonać i wskazać najlepsze możliwe i najmniej szkodliwe dla środowiska rozwiązanie realizacji inwestycji.
Tymczasem interesanci trafiają do urzędów w których znajdują się osoby nie mające nawet wykształcenia i w związku z dziedziną w zakresie której powinni rozpatrzyć wnioski i nawet nie znają właściwego języka specjalistycznego by nawiązać rozmowę. W związku z tym nie są w stanie o niczym szybko zdecydować - jeśli wniosek nie zawiera pól wyboru w formularzu i nie da się go zaklasyfikować pod odpowiednim paragrafem - a tak jest właściwie zawsze. Wnioskodawca inwestor - czyli KAŻDA osoba chcąca rozwinąć działalność gospodarczą związaną z gruntem, wodami czy powietrzem jest odsyłana - często w nieskończoność puki nie pojawi się właściwe pole wyboru na formularzu i paragraf prawa.
Ciekaw jestem jak wyglądało by zdanie zwykłych ludzi o ochronie przyrody gdyby było wiadomo że każda uczelnia techniczna ma wydział ochrony środowiska czyli każda dziedzina gospodarki posiadała by specjalistów techników oraz bliźniaczych specjalistów techników zakresu ochrony środowiska w każdej dziedzinie gospodarki.
Czyli wykształcenia z zakresu ochrony przyrody nie można było by uzyskać na oderwanych od rzeczywistości uczelniach kształcących w zakresie "wirtualizacji ochrony przyrody" itp. Tylko wyłącznie na wydziałach uczelni technicznych kształcących np. inż górnictwa w specjalizacji ochrona środowiska geologicznego, podobnie inż. przemysłu drzewnego w zakresie ochrony środowiska leśnego, i analogicznie innych.
Ciekaw jestem jak wtedy wyglądała by droga inwestora (JEDNA - urząd - inwestor a nie jak obecnie WIELE urząd>inwestor>urząd>specjaliści>inwestor>urząd>specjaliści>urząd) i ekologiczności inwestycji a w związku z tym ochrona środowiska w kraju i zdanie o ludziach się nią zajmujących.
Oczywiście to tylko koncepcja.

22.12.2011 20:13:06Chciałem dopisać że druga część powyższego postu jest utopią ponieważ obecna ustawa o administracji publicznej, samorządzie gminnym i wojewódzkim oraz KPA konserwuje wygodny dla partii system zarządzania i wszystkie osoby zatrudnione w urzędach będą stopniowo wymieniane na "politycznych" ponieważ tylko one posiadają wykształcenie umożliwiające skuteczną "konkurencję" o prace w warunkach obowiązywania systemów systemów partyjnych i innych większych lub mniejszych układów społecznych typowych dla urzędów; - będzie się tak działo ponieważ każdy specjalista przyrodnik nie ma porównywalnego wykształcenia z zakresu nauk społecznych, politycznych, historii a nawet prawa i stopniowo zbędzie jako jednostka eliminowany z takiego miejsca.
W efekcie będzie narastała frustracja zwykłych ludzi (społeczeństwa) trafiających do urzędów gdzie będą spotykali niekompetentnych ludzi na różnych stanowiskach z zakresu ochrony środowiska i nie mogących nic załatwić bo będą wielokrotnie odsyłani do "specjalistów". W tym czasie ci sami urzędnicy będą powtarzali że oni nie są "specjalistami" i że bez pozwolenia "ekologów" - specjalistów to oni nic nie mogą zrobić. Tymczasem odesłany i zniechęcony człowiek będzie widział w telewizji różne protesty ludzi których media również nazywają "ekologami" - więc całe rozgoryczenie z nieudanych planów na poprawę własnego życia ludzie będą przelewać właśnie na wirtualnych EKOLOGÓW - tych o których mówią urzędnicy i pokazywani są w telewizji.

Awatarkarolzub
Karol Zub

22.12.2011 20:32:58Bardzo ciekawa analiza, ale w jej świetle przyszłość rysuje się w jeszcze ciemniejszych barwach :-( Ja mimo wszystko jestem optymistą, więc życże wszystkim spokojnych Świąt.

24.12.2011 11:29:34Z racji nadchodzących Świąt Bożego narodzenia życzymy kolegom przyrodnikom /nie oszołomom/ wielu sukcesów nie tylko w walce z myśliwymi.
Aby wiele Waszych naprawdę świetnych projektów się udało.
Natomiast proszę o więcej wiary w społeczeństwo!!!

AwatarPrzemko
Przemysław Stolarz

25.12.2011 13:46:55Wiara w całe społeczeństwo to przesada, ale można wierzyć z pozytywne postawy poszczególnych ludzi i małych grup. Mój znajomy jest właścicielem stawów rybynych, położonych tuż obok wsi, niedaleko szkoły i kościoła. Są to jedyne stawy w okolicy wyłączone z polowań (powiedzmy taki prywatny rezerwat przyrody) i z tego powodu zbierają się tam jesienią setki kaczek (czasem może ponad tysiąc). Myśliwi wielokrotnie próbowali polować na tych stawach (co stwarza "oczywiste" zagrożenie dla mieszkających niedaleko ludzi). Właściciel stawów konsekwentnie odmawia, twierdząc, że lubi ptaki i lubi na nie patrzeć, a gdy zaczną się polowania, ptaki uciekną. Dla myśliwych jest to wyjątkowo frustrująca sytuacja (a w sumie prosta: człowiek sam decyduje, co się dzieje na jego terenie - i decyduje dobrze), mimo, że pozytywna dla ptaków i dla większości zwykłych ludzi. Z upływem lat wielu mieszkańców tej wsi jest dumnych, że mają u siebie tyle ptaków (coraz mniej płochliwych) i mogą je pokazywać dzieciom na szkolnej wycieczce i przyjezdnym turystom.

AwatarHanna
Hanna Żelichowska

29.12.2011 19:58:59Myślę, że dopóki z naszego języka dyskusji nie znikną słowa "walka", "przeciwnik", "wróg", "szkodnik", oraz inwektywy, jakimi często obie strony się obrzucają, zamiast merytorycznych czy uczuciowych (też dobre!) argumentów, to nigdy nie osiągniemy sukcesu. Do ochrony przyrody w tym ptaków trzeba namawiać, zachęcać, dowodzić wartości, pokazywać zalety i znaczenie dziś i jutro, rozbudzać wrażliwość, trafiać do serc (u dzieci - uczenie przez zabawę, zagadki, udział w konkretnych akcjach, pobudzanie wyobraźni, uczuć i granie na emocjach jest bardzo ważne). Więcej potrzeba życzliwej uwagi, troski, poszanowania odmiennych poglądów, cierpliwości i przyjaznego nastawienia.
Jestem też zwolenniczką kompromisu i rozmowy. Jak najwięcej bezpośrednich kontaktów i rozmów ...
Lat potrzeba na zmianę mentalności, ale myślę, że warto ...
Rozdałam kilka kalendarzy z moimi zdjęciami ptaków i ... kilka osób patrzy na mnie trochę bardziej życzliwie, chętniej nadstawiają uszu, kiedy "wymądrzam" się w sprawach lokalnych ptaków i ich potrzeb.
Na Nowy Rok 2012 życzę wszystkim dużo zdrowia, optymizmu i nadziei!

Dodaj komentarz

Dostęp do tej części strony wymaga zalogowania.
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się »