Czy ptasiarstwo prowadzi do spaczeń umysłowych? Gdyby przeprowadzić taką sondę wśród rodzin i znajomych ptasiarzy, pewnie przynajmniej część przyznałaby, że coś jest na rzeczy. Mam ten rodzaj komfortu, że nikogo pytać nie muszę - sam ostatnio stwierdziłem u siebie zdecydowane odchylenie od normalności, a stało się to podczas oglądania serialu telewizyjnego.
Moje rozważania na temat stanu psychicznego ptasiarzy zostały zainspirowane ostatnim wydarzeniem, jakiego byłem uczestnikiem podczas oglądania serialu "Rzym". Fabuła nie jest w tym momencie specjalnie istotna - dla naszych rozważań ważny jest fakt, że akcja dzieje się w czasach, gdy zamordowany zostaje Juliusz Cezar, po czym dochodzi do wojny domowej między Oktawianem (przyszłym pierwszym cesarzem) oraz Markiem Antoniuszem. Tak więc mamy pierwszy wiek przed naszą erą. Film koncentruje się nie tylko na wielkich wydarzeniach historycznych, lecz stara się wiernie pokazać obraz życia w Rzymie. Jako że dużą część bohaterów stanowi arystokracja, widz ma okazję podglądać jej różne rozrywki (których czasem wolałby pewnie nie widzieć). W jednym z odcinków, jakie oglądałem, bohaterka coś robiła - nie pamiętam nawet dobrze, co dokładnie, bowiem całą moją uwagę przykuła stojąca w rogu komnaty papuga. Była to kakadu żółtoczuba - gatunek zamieszkujący Australię, Tasmanię, Nową Gwineę i Melanezję. O ile nie zostałem podstępnie oszukany na lekcjach historii, potężni Rzymianie nie utrzymywali kontaktów z tymi regionami świata, więc skąd, do licha ciężkiego, wzięła się na rzymskim dworze kakadu?!
Na świecie jest masę maniaków filmowych, którzy każdy film oglądają niemal z lupą przy ekranie, aby wykryć najdrobniejsze techniczne potknięcie lub pomyłkę (nieraz bardzo zabawną). Zastanawiam się, czy podobną zorganizowaną formę przyjął gdzieś ruch tropiący w produkcjach filmowych nieścisłości ornitologiczne. Pamiętam bardzo dziwnie patrzące na mnie rodzeństwo, kiedy podczas wspólnej wyprawy do kina wyraźnie dawałem upust swojemu zdegustowaniu na widok sceny w filmie "Królestwo niebieskie". Właśnie jedna z armii wycięła niemal w pień drugą armię, więc naturalną koleją rzeczą zaczęły w to miejsce ściągać ptaki padlinożerne. Pal sześć, że twórcy animacji komputerowej chyba na oczy lecącego ptaka nie widzieli (żeby skrzydła się tak ruszały, musiałyby chyba być pozbawione kości). Ale bardzo trudno było mi przeboleć, że owi padlinożercy krzyczą wyraźnie głosem...żurawi.
Na pewno każdy z Was ma podobne przeżycia, kiedy ornitologiczne nieścisłości nie pozwoliły się w pełni oddać podziwianiu filmu czy serialu. Zachęcam do dzielenia się swoimi doświadczeniami w komentarzach :)
Tekst: Antoni Marczewski
9.03.2011 20:18:48Takie wpadki czasem denerwują, ale mogą też ubawić: np. bocian z obrączką w "Panu Tadeuszu".
Napisy do filmów powinny informować skąd jest podkład dźwiękowy, bo zdarza się, że w znanych nam miejscach na filmie odzywają się gatunki, których nikt nigdy tam nie widział, ani nie słyszał.
9.03.2011 21:45:43...albo np. odzywają się głosami godowymi jesienią.
10.03.2011 7:32:31Głos nura w samym centrum wielkiej metropolii też robi ogromne wrażenie:D Godowy:))
10.03.2011 10:27:41Antek, chyba wszyscy mamy takie odchylenie :-). Moje zainteresowania są trochę szersze, więc tropię też inne nieścisłości, np. nagminnie miesza się małpy ze Starego i Nowego Świata, umieszczając goryle w Am. Południowej a kapucynki w Afryce. W moim ulubionym "Local hero" z genialną muzyką Knopflera, którego akcja dzieje się w Szkocji, pokazywane są uchatki zamiast fok, itp., itd
10.03.2011 10:31:48Jest to wkurzające, bo z całym szacunkiem dla wartości artystycznych filmów, to nie jesteśmy kosmitami, którzy wylądowali na obcej planecie i nie mają pojęcia o jej przyrodzie.
10.03.2011 13:36:41My zawsze smiejemy sie z zona kiedy ogladamy polskie seriale - praktycznie zawsze przy ujeciach jakiegos domu z zewnatrz w dzien slychac strzyzyka, w nocy - zawsze kroluje wlochatka :) Mozna odniesc wrazenie, ze filmowcy w bazie swoich podkladow szukaja frazy "odglosy natury - polska wies - dzien" i "wyskakuje" strzyzyk, w nocy - "wlochatka" :)
10.03.2011 18:32:06Szczególnie w polskich filmach wojennych króluje rozśpiewany las jesienią i to kiedy już zupełnie nie ma liści. Ale co tu się dziwić filmom fabularym skoro w niektórych filmach przyrodniczych ptaki nazywane są z dosłownych tłumaczeń nazw angielskich lub według niewiadomo jakiego klucza.
Pluszcz - nurek, edredon - kazarka i wiele innych. W pewnym momencie myślałem, że pomylono podkład dźwiękowy. Najczęściej były to filmy bez konsultacji naukowej, ale ostatnio 1 błąd wyłapałem w konsultowanym. Są też pozytywy np. w programie dla dzieci pt. "Domisie" akcja dzieje się w lesie i tam niemal zawsze śpiewa świstunka.
10.03.2011 21:51:03Biorąc pod uwagę procent ludzi, którzy rozumieją powyższe dywagacje... tak, jesteśmy kosmitami.
10.03.2011 23:05:01"Są też pozytywy np. w programie dla dzieci pt. "Domisie" akcja dzieje się w lesie i tam niemal zawsze śpiewa świstunka."
Nie dziwota - jednym z autorów programu jest Gerard Sawicki, prezes OTOP-u :)
"http://www.tvp.pl/dla-dzieci/domisie/tworcy/autorzy/115460/page4/115467"
11.03.2011 8:53:19A Tajemniczy Ogród Agnieszki Holland ?
W książce jest rudzik. W filnie gra fizycznie też rudzik. Dzieci mówią do niego gil. I to jest kompletnie nie zrozumiałe, W jakim celu?
11.03.2011 10:10:36Jest takich kwiatków strasznie dużo, ale jakiś rok temu oglądając film przyrodniczy normalnie padłem przed ekranem ;]
Film był o przyrodzie Tatr (produkcji słowackiej jeśli dobrze pamiętam). Była scena pokazująca tokujące cietrzewie. Nad tokowiskiem latała samica błotniaka zbożowego i co jakiśczas zaczepiała szponami wyskakujące w górękoguty cietrzewi. No i komentarz do sceny "Zdarza się, że nawet polujący MYSZOŁÓW przeszkadza cietrzewiom w tokach" (czy jakoś tak). Tego "myszołowa" to zapamiętam na długi czas ;]
11.03.2011 13:10:13W ekranizacji "Ogniem i mieczem" jest scena pojedynku pomiędzy Wołodyjowskim a Bochunem. Akcja dzieje się nad brzegiem jeziora, sądząc po stadium wegetacji drzew i innych roślin mamy do czynienia z okresen luty-marzec. Pojedynek dramatyczny, ale dlaczego przy słowiczych trelach?:-)
11.03.2011 13:12:57"Bohunem" oczywiście:-)
11.03.2011 20:22:18"Nie dziwota - jednym z autorów programu jest Gerard Sawicki, prezes OTOP-u" - wiem o tym, chociaż kiedyś na początku myślałem, że to tylko zbieżność nazwisk, ale jak na program dla dzieci zauważyłem tam zbyt dużo realistycznych szczegółów. Tak na marginesie chciałem sprawdzić kto jeszcze oprócz mnie ogląda programy dla dzieci.
11.03.2011 20:39:08Co do rudzika to w starej kreskówce Disney'a pt:: " Kto zabił gila" jest piosenka ze słowami " kto zabił cock robin". Chociaż jest to podobno aluzja do tajemniczej śmierci jednego z polityków. Zauważyłem jednak że nazwa ( zwrot) "cock robin" często jest tłumaczona jako gil, ale najpewniej dotyczy samca rudzika. Trzeba by się przysłuchać wersji angielskiej filmu A. Holland.
12.03.2011 0:29:59W filmie "U Pana Boga za piecem", przed jesiennymi wyborami, slychac przepiorki...
W "Przygodach Sindbada zeglarza", na bazarze w Bagdadzie sa klatki z araraunami i arabowie w turbanach prowadzaja ...lamy:-)