Niestety w tym roku nie mogłem wziąć udziału w zimowym PTAKOLICZENIU, które to osobiście uważam za bardzo przyjemny i pożyteczny sposób spędzenia wolnego czasu. Na szczęście, dzięki współczesnym możliwościom, jakie daje nam Internet, niemalże poczułem na własnej skórze powiem arktycznego chłodu jaki nawiedził Polskę w ostatnim czasie, podczas gdy ja wciąż zmagam się z ponad czterdziestostopniowymi upałami na innym kontynencie. Jako że udało mi się zmusić członków mojej rodziny do przeprowadzania zimowego liczenia ptaków w ogrodzie, chciałbym podzielić się wrażeniami, jakimi została poddana moja mama. Rozmawiając z nią w piątek na skypie, dowiedziałem się, że zima w Wielkopolsce na całego i dlatego ptaki pchają się do ogrodu „na całego!” Zaproponowałem więc, aby popatrzyła sobie trochę na ptaszyska, które odwiedziły ogród w miniony łikend, a ja wypełnią i prześlę raport gdzie trzeba. Żyjąc ze mną pod jednym dachem, moja rodzina mimowolnie nauczyła się rozpoznawać podstawowe gatunki, które to krążą po okolicy. No cóż, tak mają chyba wszyscy, którzy interesują się przyrodą, że zarażają swoją pasją całe otoczenie...
Na podstawie przekazanej mi obserwacji, tajemniczy ptak spłoszył całą gromadę łuszczaków, trznadlowatych i dzierlatek, które tłumnie posilały się ziarnem wysypanym na podwórzu. Nagle z powietrza spadł ów ptak, który to zaatakował niczego nie spodziewającego się gościa. Ptak dzióbał i szarpał niewinnego wróbla, aż w końcu chwycił osłabionego osobnika za nogę i odleciał z nim gdzie trzeba. Było to kolejne traumatyczne widowisko, którego doznała moja mama podczas zimowego PTAKOLICZENIA. Dzień wcześniej, biedna była świadkiem pożarcia mazurka przez krogulca, zaledwie kilka metrów od okna. Chyba tylko kwestią czasu będzie to, że uczestnicy akcji zaczną zgłaszać zażalenia, lub zostanie podniesiony wiek uczestników od lat 15stu...
Bartosz Tomasz Napierała
4.02.2010 20:29:19Wskazanie na dzierzbę czarnoczelną tak naprawdę to wskazuje na srokosza, co jest jak najbardziej prawdopodobne.
5.02.2010 18:08:32hmm... masz chyba rację.
Zdumiewająca może wydawać się wizyta srokosza na podwórzu, jednak w taką śnieżną zimę to chyba wszystko jest możliwe. W końcu wszystko miało miejsce w krajobrazie wiejskim a i gąsiorka kilka razy spotkałem w ogrodzie.
Tak zastanawiam się nad tym kolorem niebieskim... W kolejnej rozmowie, wyjaśniło się że był to kolor raczej "błękitny". Wprawdzie różne osoby w trochę inny sposób percypują barwy, jednak na tle śniegu w słoneczny dzień "popielaty" grzbiet srokosza mógł się wydawać bardziej jaskrawy...W ostatniej rozmowie pojawiło się również hasło "opaski" na głowie no i czarno-białe skrzydła....chyba więc już wszystko się wyjaśnia pomału... Podeślę mamie zdjęcia srokosza, zobaczymy co ona na to...
7.02.2010 0:51:25ja bym jednak obstawial sojke.w ktoryms z ostatnich "birdwatchingu" jest zdjecie sroki atakujacej calkiem wyrosnietego mlodego kosa(w obecnosci rodzicow),wiec czemu sojka nie dala by rady wroblowi