Na stronie internetowej tygodnika "Polityka" można zapoznać się za artykułem opatrzonym tytułem mocno kontrowersyjnym - "Natura czeka na tura". Niewątpliwie osiągnięcia współczesnej genetyki stanowią niezwykle cenne narzędzie w ochronie przyrody, ale z drugiej strony zastanawiające jest, czy każde działanie warto podejmować.
Tekst rozpoczyna się przeglądem mało chwalebnych dokonań ludzkości - gdzie się człowiek pojawiał, tam doprowadzał do gwałtownego spadku bioróżnorodności. Także dzisiejsza sytuacja zwierząt na świecie nie jest różowa - IUCN przewiduje, że któryś stopień zagrożenia wyginięciem można przypisać co 5. zwierzęcemu organizmowi zamieszkującemu naszą planetę.
Jako przykład udanej interwencji, która umożliwiła uratowanie gatunku, podawana jest akcja odtwarzania populacji żubra w Polsce. Autor artykułu, Eugeniusz Pudlis, słusznie jednak zauważa, że współeczesna populacja, pochodząca od niewielkiego stada, zagrożona jest licznymi chorobami mającymi podłoże genetyczne i spowodowanymi chowem wsobnym.
Innym przywoływanym przykładem jest zając szarak. Spadek liczebności tego gatunku był w ostatnich dekadach katastrofalny - z 3 mln osobników w latach 70. XX w. do 0,5 mln na początku XXI w. Nie sprawdziło się wsiedlania na wolność szaraków z hodowli, bowiem zwierzęta nie radziły sobie w nowych dla siebie warunkach. Pewne nadzieje wiązane są z projektem hodowli kwaterowej, gdzie na ogrodzonym terenie długouche ssaki mają otwartą przestrzeń, same zdobywaj pokarm, a także muszą same zmagać się z drapieżnikami. Od czasu rozpoczęcia przez myśliwych tego projektu na wolność przeniesiono ok. 1000 osobników, jednak brak danych na temat ich udziału w odbudowie populacji. Podobnie jak z zającami, myśliwi postępują z kuropatwami, a od pewnego czasu również z głuszcem i cietrzewiem.
Gatunki chronione są nie tylko w terenie, ale również w laboratoriach. Ostatnie lata przyniosły rozwój metody zwanej międzygatunkowym klonowaniem somatycznym. Dzięki niej materiałem genetycznym gatunków zagrożonych można zapładniać komórki rozrodcze przedstawicieli ich pospolitszych krewniaków. Dzięki tej procedurze sklonowano m.in. przedstawicieli 2 zagrożonych gatunków dzikiego bydła z Azji (gaura i bantenga), kota nubijskiego, muflona oraz azjatycki podgatunek wilka. Spektakularny jest przypadek odtworzenia, 10 lat po śmierci ostatniej samicy, koziorożca pirenejskiego (bucardo). Wbrew tytułowi artykułu, nie poświęcono w nim specjalnej uwagi snutym przez wiele osób dywagacjom na temat możliwości odtworzenia tura. Cytowany prof. Jacek A. Modliński, kierownik Zakładu Embriologii Doświadczalnej Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu, zaznacza, że nie ma np. tkanek tego wymarłego w XVII wieku zwierzęcia. Na razie nie zsekwencjonowano również jego genomu.
Źródło: Pudlis E. "Natura czeka na tura", Polityka, 6.10.2010
Tekst: Antoni Marczewski
26.10.2010 9:16:24Pewien znajomy profesor chciał skrzyżować człowieka ze świnią, żeby pozyskiwać narządy do przeszczepów, ale nie zdążył... Ciekawe, kto chciałby być "ojcem chrzestnym" w tej krzyżówce i czy szynka trafiałaby do sklepów spożywczych? Raczej z "genetyką stosowaną" nie należy przesadzać.